Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą sweter

...

wielokropek – znak interpunkcyjny w postaci trzech umieszczonych obok siebie kropek (…) używany przeważnie na końcu zdania, dla zaznaczenia fragmentów pominiętych ...pominę więc tłumaczenie coraz mniejszej aktywności. Przytaczanie tych samych spostrzeżeń o płynącej zbyt szybko codzienności, o braku światła do zdjęć, o wielu planach, które z równą intensywnością pojawiania znikają w przyszłości pod wspólnym mianownikiem: jutro. Ten, z kolei migiem przekształca się w bliżej niesprecyzowane: potem, kiedyś, innym razem. Nawet samo dzierganie idzie mooooozoooooolnie...beznamiętnie schodzą z drutów pomniejsze  dzianiny...te pełne namiętności twórczej powodują stan niezrozumiałego zmęczenia... Taki mniej więcej jest aktualny status mojego hobby i związanego z nim blogowania: pogłębiające się niezadowolenie. Nie chce udawać ambitnie przemyślanych epickich przerw w pisaniu bloga, bo takowych nie ma. Jeszcze nie dawno próbowałam walczyć o wielkie treści każdego zdania; ba! słowa naw...

szary

To też kolor. Fakt iż fizycznie powstaje z mieszaniny barw powoduje, że nie da się go wystawić po za zbiór określany ogólnie powyższym mianem. Takie przynajmniej jest moje stanowisko w tej kwestii. W związku z nieocenionym bogactwem jakie ów kolor ze sobą niesie często (może nazbyt często....) znajduje swoje zastosowanie w moich dzianinach. I może być uznawany za nijaki, bez wyrazu, pozbawiony nośnika emocjonalnego to i tak na długo będzie moim kolorem przewodnim. Tak również było w przypadku tego projektu: nie umiałam go sobie wyobrazić inaczej jak w szarości właśnie: spowodował to przede wszystkim prosty, zastosowany w nienachalnej ilości ale bardzo wyrazisty wzór strukturalny, dopełniony splotem lewych oczek, które bardzo mnie urzekły... I choć nie jestem zdecydowaną wielbicielką otwartych kardiganów ten zaabsorbował mnie prostym bogactwem połączenia wspomnianych motywów....to swoiste zaprzeczenie w mojej ocenie w pełni oddaje uroki tego projektu: thessaly Ha...

wydziergałam była*

Powstały przed kilkoma miesiącami dwie małe dziewiarskie formy. Nie bez powodu tak długo zwlekałam z ich odsłoną: przeznaczone były maluchom, które w ostatnim czasie przyszły na świat... Fakt, iż po raz pierwszy dziergałam dla niemowlaków spowodował odpowiednio wcześniejsze przygotowania. Oby dwa sweterki, bo o nich tu mowa wymyśliłam od podstaw sugerując się tylko rozmiarem dziecięcych ubranek. Bez wiedzy i doświadczenia rzuciłam się na szerokie wody projektowania tych mikrodzianin... trochę rysowałam, potem namiętnie przeliczałam, pomimo skrupulatnie odrabianych zadań matematycznych i tak prułam... Efekt końcowy oceńcie sami: Jako pierwszy powstał sweterek dla chłopca: z założenia większy bo przeznaczony na sezon jesienno-zimowy: Francuzik wzbogacony układem prostych warkoczy, drewniane guziczki i niebieskie lamówki. Dziergany od góry, bezszwowo raglan, formowany rzędami skróconymi. Powstał z 3 motków baby merino dropsa na drutach 3.0.   Pomysł na dru...

w końcu...

Nadeszła wiosna. Może i nawet wczesne lato, które rozpieszcza nas ciepłem słonecznego blasku. W końcu jest ciepło. W końcu też udało mi się skończyć dziejący się zbyt długo i z dozą niepowodzeń prosty – acz nie prostacki kardigan. Kupiłam projekt, wybrałam włóczkę i zaczęłam dziergać....stosunkowo dawno temu.... Bezkres dżerseju na cienkich drutach dzieje się powoli, więc gdy po skończeniu całość korpusu okazało się, że nie trafiłam z wymiarem otworów na rękawy to sami rozumiecie delikatne rozczarowanie jakie mnie ogarnęło. Próbowałam sztukować, dzielić i markować nietrafioną część swetra  – bezskutecznie; bo im bardziej proces kombinacji technicznych nabierał tempa tym większe rozbieżności ukazywały się moim oczom.. Sprułam. Kolejne podejście okazało się porażką do kwadratu bo popełniłam ten sam błąd w tym samym miejscu....byłam już wtedy bliska rezygnacji uświadamiając sobie ilość godzin jakie zmarnowałam! Ów czas nie pozostawił mnie jednak obojętnej i dał mi podstaw...

pokusa

Główną pokusą dziewiarki są włóczki, nowe fasony dzianin wszelkich – począwszy od chust i innych akcesoriów, skończywszy na swetrach maści wszelkiej – tu chylę czoła przed bardzo nowatorskim projektem Marzeny ;) i szczerze gratuluję kreatywności ! Ja te pokusy staram się okiełznać i kontrolować i chyba mi to wychodzi:/ Pokusiłam się natomiast na coś zupełnie nowego: na nowy szablon bloga!  Być może brak informatycznej wiedzy spowodował, że jego dostosowywanie do moich zachcianek zaowocowało błędami nie do zniwelowania. Straciłam listę ulubionych blogów! Będę ją odtwarzać ale to pewnie potrawa... Straciłam też ostatniego posta: historię wymęczonego riosa – okazuje się, że nie tylko on sam był wymęczony ale wszystko co z nim związane...nawet jego opis, którego nie mam serca odtwarzać...bo pewnie większość zainteresowanych i tak go już przeczytała.... Pomimo tego postanowiłam pozostawić po nim jakiś ślad w postaci tego krótkiego podsumowania prucia, wymyślania i przeks...

dwa do przodu

... trzy do tyłu! tak najprościej ująć można mój aktualny status prac dziewiarskich walczę z sprutym pod koniec roku riosem malabrigo  co sprułam? przyznam się gdy nowe wcielenie tego szlachetnego bądź co bądź merino zasłuży na prezentację... na razie przyznam,że wszystkie niepowodzenia wynikające ze wspólnych z tą włóczką mitingów podsycają tylko moją determinację.... uwzięłam się i muszę mięć ten sweter (z naciskiem na sweter) i nie dam się pokonać włóczce... koniec kropka nie pocieszają zakupy nowych, miękkich cudowności  i pomniejsze udziergi, których nie mam okazji i czasu udokumentować....bo wciąż sweter–rios–rios–sweter–bez_końca......

historia pewnej włóczki

...a w zasadzie swetra, bo on jest tutaj bohaterem głównym. Zanim jednak wartka akcja jego dziania nastała w czasie leniwie i dość cierpliwie snuła się historia planu drugiego: dawno, dawno temu zakupiłam włóczkę - żadna nowość - ona sama też nie była nowością - sock malabrigo w tajemniczej i pociągającej mieszance kolorów piedras ... w r ó ć !.... pocion - dzięki słusznej uwadze okazało się, że nie tylko kolor trudno zdefiniować ale i nazwę: porządkując informacje: używałam włóczki o nazwie pocion ;) z założenia na sweter - i to jedno od początku zostało niezmienne: zmienna była tylko jego docelowa forma nie wiem czy już wspominałam, że bardzo lubię precelkowe formy włóczki stąd też zwlekam z ich przewijaniem do czasu absolutnej pewności ich przeznaczenia – ta przez ponad rok radowała mnie sowim urokiem... precelki były trzy – początkowo; w tak zwanym międzyczasie sięgnęłam po jeszcze jednego socka (a że jednego, to z przeznaczeniem na "coś" z dodatków)...