Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą na głowę

koniec zimy?

choć zdecydowana większość z nas mocno jej już pragnie i wygląda to odpowiedź na to pytanie nie jest jeszcze oczywista....jest zimno i tyle na tyle zimno, że moja nowa czapka nie wyląduje jeszcze w szafie letniej hibernacji jej kolor to wołanie o utęskniony błękit nieba nieskażony szarością frontów zimowych to głębia, która razi intensywnością kolor, który nęci i wabi od dawna...ale brakowało mi odwagi by się w niego przyodziać.... czapka ta jest ujściem i szczytem owego przywdziania...na tyle stać moja skrywaną ekstrawagancję: o naszej wspólnej przygodzie zdecydował wspomniany już kolor i to z jego powodu zakupiłam motek włóczki BIANCA lanalux Yarn Art'u  nie żałuję – trochę sztywna ale i  wdzięczna w dotyku wełna świetnie się sprawdziła w formie czapki zamierzenie kolorystyczne było na tyle intensywne, że początkowo czapka miała być najprostszym możliwie ściegiem ściągacza 1/1.... to jednak się zmieniło i tego też nie żałuję, bo przerabiając wzór tie...

:-)

na samym początku chciałam podziękować za komentarze pod poprzednim moim udziergiem, który nieustannie mi towarzyszy w tej zmiennej aurze zimowej....trudno nam się rozstać;)) a teraz kilka drobiazgów – obiecanych akcesoriów zimowych i jedna inwencja twórcza: wpierw czapki pierwsza powstała jako uzupełnienie kobaltowego komina ; wydziergana z włóczki drops loves you II – włóczki, która nie jest już dostępna na rynku...co osobiście uważam za stratę.... inspiracją do powstania tej czapki był wspomniany już komin – wykorzystałam strukturalną część wzoru wieńcząc całość pomponem ten prosty ale efektowny wzór żeberkowy wykorzystałam też w kolejnej czapce: ta powstała na specjalne życzenie z neonowej merino plus mondial z dodatkiem granatowej limy  w zasadzie to mam niemały problem ze zrobieniem czapki tak po prostu....z głowy – ciężko mi dobrać krój, fason i wzór by odpowiednio się układała na głowie...tym razem wyszło nie najgorzej; przy kolej...

spacer

zawzięłam się i wyszłam z czeluści blokowiska na otwartą i niezwykle (choć w naszym nadmorskim rejonie powinnam napisać: jak z w y k l e) wietrzną przestrzeń... zmarzłam bardzo pomimo tego poczułam wiosnę w powietrzu... wyszłam opatulona moim codziennym zestawem dziewiarskim eksploatowanym w tym  przedwiosennym sezonie dość intensywnie: całkiem niedawno przy  okazji przeglądania zapomnianych zapasów włóczkowych trafiłam na włóczkę w inspirującym i pożądanym od dawna kolorze atramentu...przy odrobinie wysiłku ustaliłam jej pochodzenie: m o h e r e k anilux 40% akrylu:/ 36% moheru i 24% wełny spruta i dość szorstka nitka podziałała na moja wyobraźnię i postanowiłam przeobrazić ja w coś użytkowego..... pozostając w zachwycie nad ostatnią moja chustą wydziergałam formę mocno inspirowaną g d a ń s k i e m    chusta pozbawiona efektownych wstawek i dodatkowego koloru – czysty błękit w oryginalnej formie skoszonego trójkąta.... duża...

w sam czas

.....a w zasadzie w "międzyczasie"; z konieczności zrobienia czegoś dla siebie ot tak po prostu – czegoś tak w chwil kilka, nie naruszającego zbytnio napiętej listy "do zrobienia".... powstała czapka – nowa (bo mało która kobieta nie ma potrzeby odświeżenia garderoby, o akcesoriach nie wspomnę:) nowa – bo uznawałam do tej pory najprostsze w formie osłony czaszkowe i do tego ściśle do głowy przywiązane – ta jest zupełnie inna: bogata w przeplatające się struktury i duża...co niepotrzebnie budziło moje obawy bardzo niepotrzebnie, bo jakoś nie umiemy się rozstać tej zimy:) pozostaje ona często jedynym akcentem kolorystycznym w gamie szarości jaką zwykłam się otaczać – mało tego okazało się, że przybrudzony turkus pasuje do wszystkiego:) nowością był – dla mnie pierwszy – wzór Hani Maciejewskiej i znawcom tematu nie trzeba go zachwalać; nie/znawcom pozostaje mi polecić:) włóczka: moja ulubiona karisma drops'a w ilości niecałych trzech motków – to je...

kolejny rozdział

bardziej lub mniej chętnie, bardziej lub mniej świadomie przekraczamy granice: choćby tylko czasowe to jednak: mamy wszyscy jeżeli nie plany to chociaż oczekiwania, by ten kolejny rok był lepszy, pełniejszy i bardziej satysfakcjonujący sukcesywnie nie będę robić podsumowań, bo przekornie wkroczyłam w nowy rok z metrami sprutej dzianiny....i nurtuje mnie ciekawskie pytanie: co robicie jak się Wam dzianina znudzi, znosi itd....? Ja wydaję – szczególnie te, które darzę pomimo znudzenia sentymentem... a jak nie wydaję to pruję.....i choć daaaawno takowych działań nie wcielałam w życie to z końcem roku unicestwiłam kilka projektów: po za ostatnim projektem ( który mam już swoje lepsze wcielenie ) dokonało się to nie tak do końca bez żalu...klamka zapadła więc kłębki wełny przerobione zostaną w nowe...ciekawsze (mam nadzieję) formy.. przyznać muszę, że wszystkie te włókna dobrze zniosły próbę czasu choć najbardziej widoczne zmiany są na riosie z malabrigo – dramatu ...