Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą opinie własne

lokowanie produktu

Przymierzałam się do tego projektu od dłuższego czasu, wpierw do jego "męskiej" – mniej popularnej wersji. Długo analizowałam co rusz to nowe zestawy włóczek i kolorów. Brak satysfakcjonujących efektów powodował przekładanie kłębuszków mniejszych i większych z jednego miejsca na kolejne by na dłużej zatrzymać się nad jednym – prototypowym precelkiem od motkomanii o wdzięcznej nazwie depths of the ocean. W efekcie burzliwych analiz pozostał jeden, osamotniony – idealny na wielobarwne chusty, które co rusz mnie zachwycały... Nie poddawałam się choć podążając drogą tegorocznej tradycji wielokrotnie prułam każdą kolejną próbę  połączenia tegoż motka w sensowną całość... Bez względu na ilość niepowodzeń postanowiłam wbrew wszystkiemu  nadać tej wybranej włóczce formę dzianiny i bez planu na finisz rozpoczęłam chustę...konstrukcyjnie tą samą chustę Wiedziałam, że będę musiała coś dodać ale postanowiłam martwić się tym później.... Później było wydarzenie drutozlotem zwane...

z czeluści

......minionego czasu udało się wyrwać ten projekt dział się powolnie co rusz popadając w zimową hibernację – przez wzgląd na swój letni charakter zapewne, odkładany by ustąpić miejsca bardziej zimowym formom.....czytaj riosowi *, który wciąż ewoluuje... chusta ta skradła moje zachwyty nie tylko w oryginalnym projekcie ale w każdym kolejnym jego wcieleniu, w możliwościach jakie układ pasków i ażuru przed sobą roztacza......owe możliwości u mnie – zblokowane silnym ekspansją ekstrawagancji (he,heee...) wyraziły się w ciepłych odcieniach żółci, beżu i szarości: SHAWL B Justyny Lorkowskiej – ciekawa konstrukcja – identyczna z projektem nemeton bardzo przypadła mi do gustu – układa się bardzo podobnie do szala wciąż zachowując swoja trójkątną formę ten projekt świetnie się sprawdza w łączeniu różnych włóczek – tych z zapomnianych zasobów i pozostałości również nie ukrywam, że owe pozostałości właśnie nadały temu projektowi realnego kształtu;) wykorzystałam tut...

miejski

a miał być wiosenny – rozpoczęty w jeszcze w lutym aktualnie zajął miejsce na liście dzianin do noszenia jak się ochłodzi. ... i jak tu nie wyczekiwać jesieni ;/ jest namiastką enigmatycznego wielkiego planu noworocznego, który uparcie nie daje mi spokoju;) – czyli udało się przerobić zbyt długo leżakującego holsta   w kolorze cocoa uwalniając tym samym zasoby włóczkowe.... nad projektem myślałam długo....początkowo to miała być chusta, nawet miało być ich kilka w różnych odcieniach kolorystycznych – polegając na internetowych zachwytach tą nicią poszalałam w zakupach trochę bez opamiętania czas pokazał, że z chustą było tej włóczce nie po drodze – upewniłam się gdy mój zachwyt skradł pulower Wiolety według projektu Pauli Wiśniewskiej – wykonany z tegoż samego holsta – w sensie materii rzecz jasna przystąpiłam do czasochłonnego jak się okazało procesu dziergania, co rusz przekładając ów udzierg na bok z bardziej lub mniej błahych powodów... neverendingstory doczekał fini...

prezent

nie dotrzymawszy noworocznych postanowień, łamiąc nawet te powtórne z połowy roku o  n i e  k u p o w a n i u  nowych motków postanowiłam poszukać pocieszenia;) logiczne, prawda? mniej logiczny jest fakt, że owo pociesznie znalazłam kupując jeden, maleńki, uroczy i mięciutki precelek malabrigo – nic dodać nic ująć:) k u p i ł a m – nie oddam już przecież... na domiar wszystkiego wiedziałam, że będzie to chusta – choć nie – nie chusta – raczej forma, o której jeszcze do niedawna wyrażałam się dość pogardliwie – bo przecież chustą to trzeba się omotać dość konkretnie a takie sznurowadła wokół szyi to niby czemu mają służyć... długo omijałam wszystkie jednomotkowe projekty bo szkoda czasu na dzianiny, które nie spełniają wyżej wymienionych funkcji.... ale: przyszły ciepłe dni, które mojej szyi nie uwalniają od przywdziewania form mniej /więcej chroniących przed chłodem morskiej bryzy wśród nowości ravelry pojawił się nowy niezwykle urokliwy projekt Joji – jednomot...

spacer

zawzięłam się i wyszłam z czeluści blokowiska na otwartą i niezwykle (choć w naszym nadmorskim rejonie powinnam napisać: jak z w y k l e) wietrzną przestrzeń... zmarzłam bardzo pomimo tego poczułam wiosnę w powietrzu... wyszłam opatulona moim codziennym zestawem dziewiarskim eksploatowanym w tym  przedwiosennym sezonie dość intensywnie: całkiem niedawno przy  okazji przeglądania zapomnianych zapasów włóczkowych trafiłam na włóczkę w inspirującym i pożądanym od dawna kolorze atramentu...przy odrobinie wysiłku ustaliłam jej pochodzenie: m o h e r e k anilux 40% akrylu:/ 36% moheru i 24% wełny spruta i dość szorstka nitka podziałała na moja wyobraźnię i postanowiłam przeobrazić ja w coś użytkowego..... pozostając w zachwycie nad ostatnią moja chustą wydziergałam formę mocno inspirowaną g d a ń s k i e m    chusta pozbawiona efektownych wstawek i dodatkowego koloru – czysty błękit w oryginalnej formie skoszonego trójkąta.... duża...

w sam czas

.....a w zasadzie w "międzyczasie"; z konieczności zrobienia czegoś dla siebie ot tak po prostu – czegoś tak w chwil kilka, nie naruszającego zbytnio napiętej listy "do zrobienia".... powstała czapka – nowa (bo mało która kobieta nie ma potrzeby odświeżenia garderoby, o akcesoriach nie wspomnę:) nowa – bo uznawałam do tej pory najprostsze w formie osłony czaszkowe i do tego ściśle do głowy przywiązane – ta jest zupełnie inna: bogata w przeplatające się struktury i duża...co niepotrzebnie budziło moje obawy bardzo niepotrzebnie, bo jakoś nie umiemy się rozstać tej zimy:) pozostaje ona często jedynym akcentem kolorystycznym w gamie szarości jaką zwykłam się otaczać – mało tego okazało się, że przybrudzony turkus pasuje do wszystkiego:) nowością był – dla mnie pierwszy – wzór Hani Maciejewskiej i znawcom tematu nie trzeba go zachwalać; nie/znawcom pozostaje mi polecić:) włóczka: moja ulubiona karisma drops'a w ilości niecałych trzech motków – to je...