robię:) w zasadzie na okrągło – dosłownie i w przenośni....pomysły i plany jak wiosenna roślinność buzują by móc się wreszcie ukazać w całej swej okazałości....o ile przyrodzie czas sprzyja, tak mnie już niestety ogranicza...pewnie znacie to uczucie, kiedy chce się mieć – już, teraz, natychmiast....a się nie da:) Uzda obowiązków mówi zdecydowany prrrr:) by się kompletnie nie poddać tym ograniczeniom – ograniczam czas na prezentację....choć nie bez rozterek... ciut czasu na ekspresową prezentację wyłuskałam i prezentuję: coś tam: pierwszy, pewnie nie ostatni heklowany koszy ....tu zaznaczam zupełnie przypadkową choć budzącą uśmiech zbieżność z koszami Alejandry :) zresztą mój (1:) powstał z bobbiny : recyklingowej "włóczki" – choć włóczką do końca nazwać nie można pociętych w paski bawełnianych resztek t-shitów; Podstawową (i w zasadzie jedyną) wadą tego recyklingu jest nierówność "nitki", która rzutuje na różnice w grubości heklowanej materii; na ...