Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą chusta

lokowanie produktu

Przymierzałam się do tego projektu od dłuższego czasu, wpierw do jego "męskiej" – mniej popularnej wersji. Długo analizowałam co rusz to nowe zestawy włóczek i kolorów. Brak satysfakcjonujących efektów powodował przekładanie kłębuszków mniejszych i większych z jednego miejsca na kolejne by na dłużej zatrzymać się nad jednym – prototypowym precelkiem od motkomanii o wdzięcznej nazwie depths of the ocean. W efekcie burzliwych analiz pozostał jeden, osamotniony – idealny na wielobarwne chusty, które co rusz mnie zachwycały... Nie poddawałam się choć podążając drogą tegorocznej tradycji wielokrotnie prułam każdą kolejną próbę  połączenia tegoż motka w sensowną całość... Bez względu na ilość niepowodzeń postanowiłam wbrew wszystkiemu  nadać tej wybranej włóczce formę dzianiny i bez planu na finisz rozpoczęłam chustę...konstrukcyjnie tą samą chustę Wiedziałam, że będę musiała coś dodać ale postanowiłam martwić się tym później.... Później było wydarzenie drutozlotem zwane...

jest tam kto?

Halo, halo.....jestem;) wpadłam powymiatać zapomnienie..... upływający czas nie jest łaskawy dla mojego bloga – pisanego raczej z potrzeby własnej niż komercyjnej, a w związku z tym konieczności życiowe skutecznie spychają owe potrzeby własne na koniec listy do zrobienia..... o ile jeszcze spisanie kilku myśli czy dziewiarskich spostrzeżeń – tudzież dokonań nie jest wysiłkiem wielkim to ich fotograficzne udokumentowanie wymaga ode mnie nie małej gimnastyki pomiędzy drabinkami i sztachetami kolejnych dni... Tym razem  długo oczekiwany efekt końcowy zupełnie nowej formy, zupełnie nowej włóczki w zaskakująco nie szarym kolorze....choć tak zupełnie bez szarości się nie obyło... ANGULAR Marzeny Kołaczek : chusta – rzecz sama w sobie zawsze dla mnie deficytowa, bo wciąż niezaspokojone pozostają moje garderobiane potrzeby..... ta chusta – od początku urzekła mnie niekonwencjonalną matematyczną formą i niemalże wszystkie jej wcielenia skłaniały mnie do jej wydziergania ...

z czeluści

......minionego czasu udało się wyrwać ten projekt dział się powolnie co rusz popadając w zimową hibernację – przez wzgląd na swój letni charakter zapewne, odkładany by ustąpić miejsca bardziej zimowym formom.....czytaj riosowi *, który wciąż ewoluuje... chusta ta skradła moje zachwyty nie tylko w oryginalnym projekcie ale w każdym kolejnym jego wcieleniu, w możliwościach jakie układ pasków i ażuru przed sobą roztacza......owe możliwości u mnie – zblokowane silnym ekspansją ekstrawagancji (he,heee...) wyraziły się w ciepłych odcieniach żółci, beżu i szarości: SHAWL B Justyny Lorkowskiej – ciekawa konstrukcja – identyczna z projektem nemeton bardzo przypadła mi do gustu – układa się bardzo podobnie do szala wciąż zachowując swoja trójkątną formę ten projekt świetnie się sprawdza w łączeniu różnych włóczek – tych z zapomnianych zasobów i pozostałości również nie ukrywam, że owe pozostałości właśnie nadały temu projektowi realnego kształtu;) wykorzystałam tut...

bezzwłocznie

....są włóczki, którym zalecam leniwe leżakowanie w oczekiwaniu na projekt idealny (patrz post niżej;) – to czas – raczej długi, w którym jakość materii decyduje o finiszu ale czasem bywa odwrotnie...pojawia się projekt, który natychmiast prowokuje nerwowe poszukiwania materii, by mógł zaistnieć już, natychmiast.... tak było i tym razem o projekcie, na który się nastawiłam wiedziałam tyle, że to będzie chusta (tu akurat nie trudno o mój zachwyt;), i że będzie chanky – moje ubiegłoroczne odkrycie i obiekt zachwytów wszelkich: gruba włóczka i ażur! nie posiadałam zasobów wystarczająco odpowiednich by ją wykonać a moje wyobrażenie co chciałabym mieć nie przystawało do tego co wypada mi z pudła...dylemat wyboru zweryfikowało życie: mogę tylko dokupić uszczuplając sukcesywnie zasoby... więc dokupiłam promocyjnej włóczki andes w zupełnie nie szarym kolorze wydziergałam, co pomimo grubości włóczki nie zadziało się w tempie ekspresowym jednak odkąd została odblokowana nie mogę się z ...

warkocze?

– czy masz ochotę na chustę w warkocze? – w warkocze?....czemu nie – krótki czas pomiędzy podjętą decyzją a spojrzeniem na obiekt docelowy bogaty był w  wyobrażenia jak ów chusta może wyglądać.... projekt przeszedł moje oczekiwania, zaskoczył i urzekł od pierwszego spojrzenia....był jeszcze w tak obłędnym kolorze, że trochę żałowałam, że mój tak piękny być nie może...(choć już nie wykluczam wersji kolejnej....szmaragdowo zielonej jak w oryginale) bez zb ę dnych wstępów przedstawiam więc najnowszy projekt Justyny Lorkowskiej: n e m e t o n   projekt przeznaczony na grubość fingering skłonił mnie do nietypowego dla mnie połączenia włóczek: cienkiego i sztywnego holsta coast postanowiłam ocieplić, pogrubić i zmiękczyć lace dropsa (u tu uśmiecham się do Oli, która zasiliła swoimi zapasami moje nieznaczne braki....zbrakło mi dosłownie kilku gramów...dziękuję;)) połączenie to spowodowało, że całość wyszła dość mięsista i delikatnie tweedowa; dość zwarty śc...

m i n i kal

...czyli razem dzierganie w bardziej lub mniej sprzyjających okolicznościach przyrodniczych dolnego śląska akcja zainicjowana przez moją szacowną Szwagierkę;) w trakcie spontanicznego buszowania po magazynach zaprzyjaźnionej motkomanii gdzie w ręce wpadły nam urocze motki holsta  titicaca pierwotne obawy przed tak cienką nitką zniwelował uroczy kolor tej delikatnej alpaki... tylko co z tego powstanie? pomyślałam....chusta? tylko jaka? wszystko w tej materii zostało już przerobione a i pierwotny zachwyt nad zwiewnością lace minął zdało by się bezpowrotnie.... udawszy się do zasobu inspiracji wszelkich rozpoczęłam poszukiwania na ravelry: po raz kolejny nie zawiodły  szerokie możliwości wyszukiwania wzorów i po tak zwanej nitce do kłębka  –  w tym przypadku dosłownie lace doprowadził nas do projektu Joji..... po krótkiej analizie ale nie bez obaw co do formy podjęłyśmy decyzję: robimy:) to wersja moja: głównym argumentem przemawiającym za wykonanie...