Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2016

a miało być

...inaczej
wymyśliłam sobie inną scenografię dla tego projektu; z powodów ostatnio wspomnianych szybko zaniechałam realizacji "idealnego" planu projekcji.....bo po za tym, że ogarnia mnie zimno permanentne to do tego (a może właśnie dlatego) jestem leniuchem, który szybko się zniechęca w poszukiwaniach pleneru idealnego.....zawsze c o ś staje mi na przeszkodzie....minionego lata nawet udało mi się wyjść z domu; objuczona potrzebnym sprzętem znalazłam świetną porę dnia  odpowiedni długą i słoneczną...i się rozstawiłam....i to by było na tyle – kiedy zaskoczona stwierdziłam brak baterii w aparacie....i tak dwa razy pod rząd....popełnić ten sam błąd?....nic dodać nic ująć...
nic to.....plenery kuszą mnie nadal (bo choć nie jestem fotografem to w tej materii chciałabym nauczyć się czegoś więcej...) a póki co pozostaje  mi moja niewielka biała ściana z dziurą w środku maskowaną niezamalowanym płótnem....nuda...

sam prezentowany projekt do nudnych natomiast nie należy: to chyba nu…

w sam czas

.....a w zasadzie w "międzyczasie"; z konieczności zrobienia czegoś dla siebie ot tak po prostu – czegoś tak w chwil kilka, nie naruszającego zbytnio napiętej listy "do zrobienia"....
powstała czapka – nowa (bo mało która kobieta nie ma potrzeby odświeżenia garderoby, o akcesoriach nie wspomnę:)
nowa – bo uznawałam do tej pory najprostsze w formie osłony czaszkowe i do tego ściśle do głowy przywiązane – ta jest zupełnie inna: bogata w przeplatające się struktury i duża...co niepotrzebnie budziło moje obawy

bardzo niepotrzebnie, bo jakoś nie umiemy się rozstać tej zimy:) pozostaje ona często jedynym akcentem kolorystycznym w gamie szarości jaką zwykłam się otaczać – mało tego okazało się, że przybrudzony turkus pasuje do wszystkiego:)



nowością był – dla mnie pierwszy – wzór Hani Maciejewskiej i znawcom tematu nie trzeba go zachwalać; nie/znawcom pozostaje mi polecić:)


włóczka: moja ulubiona karisma drops'a w ilości niecałych trzech motków – to jedna z tych włócze…

kolejny rozdział

bardziej lub mniej chętnie, bardziej lub mniej świadomie przekraczamy granice: choćby tylko czasowe to jednak: mamy wszyscy jeżeli nie plany to chociaż oczekiwania, by ten kolejny rok był lepszy, pełniejszy i bardziej satysfakcjonujący

sukcesywnie nie będę robić podsumowań, bo przekornie wkroczyłam w nowy rok z metrami sprutej dzianiny....i nurtuje mnie ciekawskie pytanie: co robicie jak się Wam dzianina znudzi, znosi itd....?

Ja wydaję – szczególnie te, które darzę pomimo znudzenia sentymentem...


a jak nie wydaję to pruję.....i choć daaaawno takowych działań nie wcielałam w życie to z końcem roku unicestwiłam kilka projektów:


po za ostatnim projektem (który mam już swoje lepsze wcielenie) dokonało się to nie tak do końca bez żalu...klamka zapadła więc kłębki wełny przerobione zostaną w nowe...ciekawsze (mam nadzieję) formy.. przyznać muszę, że wszystkie te włókna dobrze zniosły próbę czasu choć najbardziej widoczne zmiany są na riosie z malabrigo – dramatu nie ma ale różnica jest:/