Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą ubrane

...

wielokropek – znak interpunkcyjny w postaci trzech umieszczonych obok siebie kropek (…) używany przeważnie na końcu zdania, dla zaznaczenia fragmentów pominiętych ...pominę więc tłumaczenie coraz mniejszej aktywności. Przytaczanie tych samych spostrzeżeń o płynącej zbyt szybko codzienności, o braku światła do zdjęć, o wielu planach, które z równą intensywnością pojawiania znikają w przyszłości pod wspólnym mianownikiem: jutro. Ten, z kolei migiem przekształca się w bliżej niesprecyzowane: potem, kiedyś, innym razem. Nawet samo dzierganie idzie mooooozoooooolnie...beznamiętnie schodzą z drutów pomniejsze  dzianiny...te pełne namiętności twórczej powodują stan niezrozumiałego zmęczenia... Taki mniej więcej jest aktualny status mojego hobby i związanego z nim blogowania: pogłębiające się niezadowolenie. Nie chce udawać ambitnie przemyślanych epickich przerw w pisaniu bloga, bo takowych nie ma. Jeszcze nie dawno próbowałam walczyć o wielkie treści każdego zdania; ba! słowa naw...

dwa do przodu

........trzy do tyłu Tak mniej więcej kształtują się moje hobbystyczne poczynania. Porządkując dotychczasowe dokonania nie wiele powstawało bez prucia...stąd też nieuniknione wrażenie, że włóczka wije się w czasie bez satysfakcjonującego efektu. Skończone dzianiny wiszą bezczynne na haczykach kolejnych dni czekając na zmiłowanie aparatu....i tak oto minęły dwa miesiące... Powstało w tym czasie kilka pomniejszych udziergów, o których będzie w innym – nieokreślonym czasie (?) A teraz coś zupełnie nowego dla mnie: projekt S u m m e r ANKESTiCK : Prosty letni top, o bardzo ciekawej konstrukcji, przemyślanej w niepowtarzalny sposób, który mnie osobiście bardzo zaskoczył. Nauczyłam się przy jego okazji niemieckiej metody rzędów skróconych – w mojej ocenie idealnej w przypadku przerabiania dżerseju. Kumulując nowości postanowiłam też wykonać ten top z lnu. Sięgnęłam po niego po raz pierwszy w życiu, pełna obaw jaki przyniesie to skutek bo wszystko co o nim wiedziałam, to ż...

historia pewnej włóczki

...a w zasadzie swetra, bo on jest tutaj bohaterem głównym. Zanim jednak wartka akcja jego dziania nastała w czasie leniwie i dość cierpliwie snuła się historia planu drugiego: dawno, dawno temu zakupiłam włóczkę - żadna nowość - ona sama też nie była nowością - sock malabrigo w tajemniczej i pociągającej mieszance kolorów piedras ... w r ó ć !.... pocion - dzięki słusznej uwadze okazało się, że nie tylko kolor trudno zdefiniować ale i nazwę: porządkując informacje: używałam włóczki o nazwie pocion ;) z założenia na sweter - i to jedno od początku zostało niezmienne: zmienna była tylko jego docelowa forma nie wiem czy już wspominałam, że bardzo lubię precelkowe formy włóczki stąd też zwlekam z ich przewijaniem do czasu absolutnej pewności ich przeznaczenia – ta przez ponad rok radowała mnie sowim urokiem... precelki były trzy – początkowo; w tak zwanym międzyczasie sięgnęłam po jeszcze jednego socka (a że jednego, to z przeznaczeniem na "coś" z dodatków)...

miejski

a miał być wiosenny – rozpoczęty w jeszcze w lutym aktualnie zajął miejsce na liście dzianin do noszenia jak się ochłodzi. ... i jak tu nie wyczekiwać jesieni ;/ jest namiastką enigmatycznego wielkiego planu noworocznego, który uparcie nie daje mi spokoju;) – czyli udało się przerobić zbyt długo leżakującego holsta   w kolorze cocoa uwalniając tym samym zasoby włóczkowe.... nad projektem myślałam długo....początkowo to miała być chusta, nawet miało być ich kilka w różnych odcieniach kolorystycznych – polegając na internetowych zachwytach tą nicią poszalałam w zakupach trochę bez opamiętania czas pokazał, że z chustą było tej włóczce nie po drodze – upewniłam się gdy mój zachwyt skradł pulower Wiolety według projektu Pauli Wiśniewskiej – wykonany z tegoż samego holsta – w sensie materii rzecz jasna przystąpiłam do czasochłonnego jak się okazało procesu dziergania, co rusz przekładając ów udzierg na bok z bardziej lub mniej błahych powodów... neverendingstory doczekał fini...

paski

ostatnie refleksje w kwestii pasków były takie, że ich nie lubię...szczególnie tych szerokich; choć wiele paskowych swetrów potrafi mnie zachwycić, to poprzestaję na owym zachwycie... zanim owo stwierdzenie nabrało mocy sprawczych udało mi się  stworzyć dwa autorskie projekty "paskowe" o wdzięcznej nazwie striped code#1 i #2 , z których jestem n i e z m i e n n i e dumna. Osobiście się w  nich nie czuję ale z powodzeniem nosi je moja Siostrzenica i szczególnie w tym drugim wygląda uroczo:) a czemu o paskach: bo paski to minimum dwa kolory: a czy jak są dwa kolory włóczki to muszą być paski...no nie muszą absolutnie... sięgnąwszy do wirtualnej biblioteki wzorów znalazłam kilka ciekawych inspiracji w efekcie, których narysowałam sobie to: ....tyle, że to oznaczało z s z y w a n i e – czynność która skłoniła mnie do odstawienia dziewiarstwa na dluuugi czas... dłuuugo też więc analizowałam czy ja chcę ten projekt wcielić w życie...   * wcieliłam razem z ...

flaum

czyli (jak się właśnie dowiedziałam) p u s z e k ;-) czyli jeden z najnowszych projektów Justyny w moim wydaniu: zupełną nowością była dla mnie konstrukcja tego kardiganu – ciekawa w formie i funkcjonalna w praktyce patentowe oczka nadały temu projektowi wyrazistości włóczka, na którą się zdecydowałam nie cieszy się zbyt dobrą opinią; ja jednak z karismy dropsa posiadam kilka akcesoriów – noszonych stale bez zbytnich uszczerbków jakościowych i  stwierdzam, że to była dobra decyzja bo te 100% wełny świetnie się spasowało z tym projektem:  w dwóch słowach podsumowania: l u b i m y  s i ę b a r d z o :)...czekamy tylko na pełnię jesieni technicznie: wzór: flaum by Justyna Lorkowska  druty: 4,5 włóczka: drops karisma , kolor 55, prawie 12 motków – to do tego projektu właśnie tak rozpaczliwie poszukiwałam konkretnej partii farbowania....żarłoczny patent sprawił, że musiałam domawiać motki a domówione były w zdecydowanie innym...

apple tree

nadszedł długo wyczekiwany przeze mnie moment wykończania pierwszej z całego stosu pozaczynanych dzianin: historia tej miała swój początek w zachwycie nad włóczką: bogactwo kolorów arwetty clasic nie pozostawiło mnie obojętnej - wymyśliło mi  się posiadanie "na już" lekkiego kardiganu na letnie chłody, mało tego zachciało mi się zielonego ?(!!! zaznajomieni z tematem wiedzą iż kolor ten omijałam szerokim łukiem bez znaczenia na odcienie) inspiracji konstrukcyjnej dostarczyły mi kardigany Hani Maciejewskiej, których początkiem zdaje się być Laelia ; ażurowy wzór urzekł mnie w zielonym (nomen omen) pulowerze publikowanym w zeszłorocznym wydaniu Sabriny... Z takich oto składników powstał poniższy w całości bezszwowy (czyli taki jakie lubię najbardziej) projekt: ...a nazwa? ów ażur przypominał mi pełne liście jabłonki, w zestawieniu z kolorem nie mogło się to nazywać inaczej:) polubiliśmy się bardzo;) kolejne zetkniecie się z arwettą...