Przejdź do głównej zawartości

prezent


nie dotrzymawszy noworocznych postanowień, łamiąc nawet te powtórne z połowy roku o  n i e  k u p o w a n i u  nowych motków postanowiłam poszukać pocieszenia;) logiczne, prawda?
mniej logiczny jest fakt, że owo pociesznie znalazłam kupując jeden, maleńki, uroczy i mięciutki precelek malabrigo – nic dodać nic ująć:)
k u p i ł a m – nie oddam już przecież...
na domiar wszystkiego wiedziałam, że będzie to chusta – choć nie – nie chusta – raczej forma, o której jeszcze do niedawna wyrażałam się dość pogardliwie – bo przecież chustą to trzeba się omotać dość konkretnie a takie sznurowadła wokół szyi to niby czemu mają służyć...
długo omijałam wszystkie jednomotkowe projekty bo szkoda czasu na dzianiny, które nie spełniają wyżej wymienionych funkcji....
ale:
przyszły ciepłe dni, które mojej szyi nie uwalniają od przywdziewania form mniej /więcej chroniących przed chłodem morskiej bryzy

wśród nowości ravelry pojawił się nowy niezwykle urokliwy projekt Joji – jednomotkowy.....
polubiłam i odłożyłam w odruchu do zakładki nie wydziergam

....a w zasadzie dlaczego nie?
skoro apaszka wchodzi w grę to dlaczego nie dzianinowa?
pięknie skomponowana forma ażuru i pikotek szybko mnie sobą oczarowała
no i wcześniej wspomniany prezent dla samej siebie był już tylko kropką nad i

tak oto prezentuję: b r o k e n  w i n g s by Joji Locatelli




powstała z 80 gramów socka malabrigo na drutach 4.0 i niezmiennie nie nazwę tego chustą; ale jako letni dodatek ten projekt bardzo wzbogacił  moją garderobę;)


wszystkie projekty Joji nacechowane są  swoistą dozą romantyzmu, kobiecości i delikatności i ten bez wątpienia jest kwintesencją tych cech: połączenie ażuru i ściegu żeberkowego, całość wykończona pikotami – trudno się tym nie zachwycić


do tego niebanalna konstrukcja i świetnie rozpisany wzór...
ja w każdym razie bardzo się cieszę, że przełamałam swoje stereotypowe myślenie o chustach i dałam się ponieść urokowi tego projektu...
i jako prezent dla samej siebie spełnił swoje funkcje: noszę go z niemałą dumą:)




przy okazji tego projektu chciałam podyskutować (bo liczę na Wasze zdanie) w kwestii blokowania:
bo w sumie uczyłam się tego metodą prób i błędów; czego efektem jest kilka ugruntowanych ale subiektywnych spostrzeżeń:
po pierwsze wszystko zależy od włóczki, przy czym należy zaznaczyć, że inaczej blokuje się wełna inaczej merino (choć to też wełna)
do swetrów i dzianin dżersejowych lub wykonanych ściegiem francuskim nie podchodzę ze szpilkami i drutami – pozostawiam luźne choć wygładzone formy by włókna miały swobodę w procesie kurczenia ( mokre merino bardzo się wydłuża co niezwykle mnie rozczarowało kiedy pierwszy raz blokowałam malabrigo.....załamana chciałam pruć na pół mokrą dzianinę.....)
kiedy przychodzi mi blokować ażur to szpilki zdają się być niezbędne choć i tutaj ograniczam naciąganie – szczególnie merino ma dużą sprężystość i nie zachowuje zbyt długo nienaturalnie wyciągniętej formy:
na powyższym przykładzie: pikotki w prezentowanym projekcie są wykonane zarówno wzdłuż krawędzi ściegu ażurowego jak i poprzek – i te były już czytelne już w trakcie dziergania; te pierwsze skrupulatnie przypinałam szpilkami by ładnie się prezentowały po wyschnięciu.....po odpięciu były; 
po kilku omotaniach znów zaczęły się zawijać i chować wzdłuż krawędzi...co widać na zdjęciach...
mój wniosek podstawowy: przypinać ale nie napinać zbyt mocno (się też:)
nie wykluczam, że jest coś czego o blokowaniu nie wiem i być może jest to nawet wiedza podstawowa....
ja póki co radzę sobie tak;)


;)

Komentarze

  1. Fajne,jak wszystko co widziałam wydziergane przez Ciebie......

    OdpowiedzUsuń
  2. Chusta taka piękna a modelka taka smutna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pikotki też w podobny sposób traktuję. Przyszpilam każdy po kolei. Ale chyba ich taka uroda że podczas noszenia wywijają się jak chcą. Chusta piękna.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Chusta bardzo gustowna i mimo, że nie nie jest w rozmiarze XXL to jest bardzo gustowna i efektowna 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny prezent sobie zrobiłaś. A z tym kupowaniem - hm... nie napinaj się :P Dobrze, że się 'złamałaś', bo było warto. Mnei by się taka chustka też przydała ;)
    Pozdrowionka, Marta

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście nie sposób nie zachwycić się tą chustką.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prezent cudny!!! Ja w zeszłym roku wydziergałam podobny chustko-szaliczek na wakacjach w Jastrzębiej Górze.Służy mi od wiosny do jesieni,choć wykonany z mniej szlachetnej włóczki. Co do blokowania widzę,że robisz to w pełni profesjonalnie!!!Podziwiam Twój kunszt i pozdrawiam podkarpacko Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chuscinka jest bardzo efektowna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja w ostatnim tygodniu przeszłam samą siebie i postanowienia o nie kupowaniu nowych motków schowałam do szuflady więc nie jesteś sama :) Twoja piękna wersja owej chusty popchnęła mnie do kupienia socka (jeszcze nie miałam okazji nic z niego dziergać) i mam zamiar w niedalekiej przyszłości ją wydziergać.
    Co do blokowania to swetrów też nie maltretuję szpilkami wygładzam rękami i tak sobie schnie. Do chust się bardziej przykładam i przyszpilam sumiennie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Smakowite krople śmietanki waniliowej w tym czekoladowym musie. Pięknie wypracowana chusta!Pozdrawiam bardzo pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  11. He, he... ja co mniej-więcej kwartał mam mocne postanowienie niekupowania kolejnych włóczek przez najbliższe pół roku (mam na strychu trzydrzwiową szafę, w której kitram kupony tkanin, pasmanterię i włóczki... ostatnio musiałam dostawiać kartony na wierzchu, bo mi się już drzwi nie domykają). Ale zawsze okazuje się, że w bieżącej robótce czegoś mi zabrakło, więc domawiam, a skoro już płacę za przesyłkę, to przy okazji zamówię to i tamto, no i jeszcze owo jest w promocji... A potem muszę szmuglować kolejne kartony na strych tak, żeby mąż nie widział ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

szary

To też kolor.
Fakt iż fizycznie powstaje z mieszaniny barw powoduje, że nie da się go wystawić po za zbiór określany ogólnie powyższym mianem.
Takie przynajmniej jest moje stanowisko w tej kwestii.
W związku z nieocenionym bogactwem jakie ów kolor ze sobą niesie często (może nazbyt często....) znajduje swoje zastosowanie w moich dzianinach.
I może być uznawany za nijaki, bez wyrazu, pozbawiony nośnika emocjonalnego to i tak na długo będzie moim kolorem przewodnim.
Tak również było w przypadku tego projektu: nie umiałam go sobie wyobrazić inaczej jak w szarości właśnie: spowodował to przede wszystkim prosty, zastosowany w nienachalnej ilości ale bardzo wyrazisty wzór strukturalny, dopełniony splotem lewych oczek, które bardzo mnie urzekły...
I choć nie jestem zdecydowaną wielbicielką otwartych kardiganów ten zaabsorbował mnie prostym bogactwem połączenia wspomnianych motywów....to swoiste zaprzeczenie w mojej ocenie w pełni oddaje uroki tego projektu:

thessaly Hani Maciejewskiej…

lubię

Bardzo lubię się opatulić, bo jestem raczej zmarźlakiem.
W jesienne (wziąwszy pod uwagę ciepło ostatnich dni powinnam napisać: w chłodne) wieczory lubię zarzucić na siebie ciepłą chustę, przywdziać alpakowy sweter, a nóżki wsunąć w wełniane skarpetki, które jakiś czas temu stały się nieodzownym elementem docieplającym.
Naturalne właściwości wełny pozwalają osiągnąć taki poziom wewnętrznego ogrzania, który jest    stały i nienachalny, niepowodujący potów i duszności, taki jaki ja lubię najbardziej...

Miłośniczką wełnianych chust i swetrów jestem od dawna, ale stosunkowo od niedawna doceniam tę krótkometrażową formę dzianą jaka są skarpetki. Cała historia mojego dziergania skutecznie nie uwzględniała tej dziedziny dziewiarstwa biorąc ją za obciachową i niegustowną po prostu. Wraz z pojawieniem się na rynku różnorakich – nieprzeciętnych włóczek skarpetkowych i tysiąca ciekawych wzorów na ravelry  przełamałam bariery. Teraz dziergam skarpetki raz na jakiś czas...już nie tylko dla siebie,…

jeden

...pierwszy i nie ostatni:)
...u k o ś n i k:




...długo się do niego zbierałam (...co niestety stało się normą); a jak się już zebrałam to stosunkowo długo nie mogłam przebrnąć przez tą prostą technikę...pomimo trudności efekt końcowy zadowalający – zdecydowanie pobudzający kolorystyczne fantazje...więc i ukośniki będą kolejne



wykonany z koralików toho 11/0 – z a r e z e r w o w a n y