Przejdź do głównej zawartości

bilans zysków/strat*




mój obecny stan  dziewiarskich poczynań  to bliżej nieokreślony bałagan....
taki oto:


...do tego mizernej jakości:/
...więc po co go pokazywać?
choć nie wszystkie reakcje potencjalnych czytelników do mnie trafiają....a raczej trafia ich znikoma część...to mam nadzieję że się przysłuży...
czemu o tym piszę?
Przez Asję, a dokładnie przez jednego z Jej ostatnich postów pt: Jak pisać bloga?... i nie zwariować?!
...bo ja nigdy nie zastanawiałam się jak?
choć prowadzę go już sporo czasu to dopiero teraz zadałam samej sobie pytanie; po co piszę bloga?
rzeczą jasną jest powód swoistego chwalenia się: wszelkie miłe komentarze sprawiają, że chce się więcej i więcej pokazywać....jak rozpoczynam nowy projekt zawsze z tyłu głowy jesteście Wy z waszymi opiniami i ocenami....
Zaczątkiem powstania tego sieciowego miejsca była pasja do dziergania, która z czasem rozrosła się do pasji włóczką po prostu. Dzianinowe historie od czasu do czasu przerywam  innymi formami mojej kreatywności....i znamienny jest tutaj fakt, że moje statystki twierdzą iż najchętniej wpadacie obejrzeć dzieła mojej najmłodszej pasji jaką są koraliki:)
No tak, ale samo hobby to nie wszystko – tym bardziej, że dziergam zdecydowanie dłużej, niż prowadzę bloga. Na początku tej przygody znowu byłyście Wy z waszymi cudownymi inspiracjami i projektami, dzięki którym nauczyłam się dziergać na nowo....i skoro tak wiele od Was dostałam, postanowiłam się tym zwyczajnie podzielić....bo skoro ja dzięki Waszym blogom tyle się nauczyłam, to może znajdzie się ktoś, kto skorzysta z moich doświadczeń: zarówno z sukcesów jak i z porażek, które wnoszą czasem dużo więcej....
Przepraszam w tym miejscu za bezosobowość słowa Wy, ale ogrom inspirujących mnie Osób zająłby niejednego przydługiego posta....a lista ta wciąż się wydłuża:)

A jak opisuję moje przygody  – w sumie: nie wiem, z przyczyn obiektywnych nie jetem obiektywna:) Czasem piszę więcej czasem mniej – spontanicznie po prostu; chyba bardziej jestem merytoryczna niż literacka...ale tak naprawdę wiedzą to moi czytelnicy....czasem tylko żałuję, że ich nie słyszę; znaczna część opinii zostaje przecież niewiadomą....

Wracając do genezy pokazanego bałaganu....on też, ma swój cel – niezwykle podnoszący na duchu....bo nigdy nie jest tak, że wszystko wychodzi i wszystko wyjść musi...obcowanie z nieustającym perfekcjonizmem mnie osobiście frustruje, wprowadzając mylną opinię, że innym wszystko się udaje! Nawet profesjonaliści popełniają błędy – skoro tak to amatorzy nie muszą się swoich wstydzić.


* niepotrzebne skreślić:)
W bocznym pasku zdań wisi zaległa szarość do pokazania i jak już ją pokaże to zdziwicie się pewnie, że tak banalny udzierg przysporzył mi tyle trudności......aktualnie dziergana czapka była pruta już trzy razy i tworzy się ponad tydzień....a włóczka drops loves you przerosła samą siebie....

na tym kończę te osobiste i filozoficzne dywagacje życząc owocnych przygotowań świątecznych:)

d o   z o b a c z e n i a:)



Komentarze

  1. Ja bardzo dużo nauczyłam się zaglądając na blogi. Robiłam coś dla siebie, a koleżanki pytały "Gdzie to kupiłaś?".
    A ja zawsze się zastanawiałam z odpowiedzią. Bo robienie na drutach to dla babć. Tak myślałam kiedyś. Teraz mnie cieszy to co robię a od niedawna prowadzę blog.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja właśnie kocham twój blog za perfekcjonizm. Wszystko wygląda tak idealnie i lekko, jak gdyby zeszło z drutów bez żadnego wysiłku ;) Dodatkowo twoje prace są bardzo inspirujące, choć wiem, że nie dorównam im w dokładności wykonania ;) Miło jednak podziwiać i mieć świadomość, że innym wychodzi ;)
    pozdrawiam i życzę jeszcze wielu , wielu postów na twym blogu
    www.wloczkiwarmii.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, lubię do Ciebie wpadać i mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogły na żywo na siebie wpaść ;) Prace, które wykonujesz są w prostej formie, a mimo to chyba do takich form trzeba włożyć najwięcej pracy. Życzę owocnych udziergów i czekam na finał tych zaczętych :)
    Pozdrawiam ciepło, Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój wpis podnosi mnie na duchu, tez tak mam że robię kilka rzeczy naraz, kilka porzuconych bo się znudziły i nie zawsze wracam do nich, prucie to raczej zawsze jest chyba że robię po kolei takie same rzeczy to obywa sie bez prucia.

    Robienie na drutach to ie bezmyślne " platanie nitek" to praca umysłowa wymagająca skupienia.

    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, kontakt z czytelnikami i feedback to wspaniała sprawa :-) Czytam Twoje posty, ale często brak mi możliwości skomentowania. Pozdrawiam serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tam błędy- raczej 'kawałki wyróżniające'. :) Bez nich byłoby nudno, a tak to każda rzecz jest jeszcze bardziej wyjątkowa.
    Lubię do Ciebie zaglądać, podziwiam cierpliwość i perfekcjonizm i to dzierganie ta wykałaczkach. ^^
    A te ukośniki są moimi ulubionymi i przez Twoje koralikowe wersje odważyłam się i na swoją bransoletkę [co innego, że czeka dłuuugo na zapięcie, a kolejna na zmianę nitki]. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu, od dawna z zainteresowaniem do Ciebie zaglądam. Jak o mnie chodzi to bardziej interesuje mnie Twoja pasja drutkowania, chociaż koraliki też podziwiam, ale drutkowanie dostarcza mi więcej inspiracji. Dzięki Tobie i Twoim kardiganowym przygodom też wykańczam pliski I-cordem i lubię bardzo Twój elegancki i prosty, do tego perfekcyjny styl udziergów. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. po co piszesz bloga? sama się zastawiam czasami po co to robię ja i inni tez ... żeby się pochwalić? niekoniecznie :) pewnie bardziej po to, by "porozmawiać", odczuć jakąs interakcję, dowiedzieć się, ze innych też interesuje to co mnie; czasami zainspirować kogos, a czasem zainspiriwać się czyims komentarzem; pobyć z ludźmi :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

wiosna

...
to zazwyczaj piękny, ciepły, słoneczny czas rozkwitu...
Ta obecna postanowiła nam raczej nie dogadzać – przenikający chłód wiatru, deszczu i śniegu; czasem słońce które improwizuje ciepło...przynajmniej w przestrzeniach nadmorskich.
Astronomiczne uwarunkowanie sprzyja wprawdzie wzrostowi ale mizerną daje pociechę.
Jako gatunek uzależniony od ciepła promieni słonecznych i wszelkich dóbr za tym idących popadam w lekką irytację i nie znajduję pocieszenia w niczym innym – wszystkie moje pozaczynane dzianiny jakby się sprzysięgły popadając w przepaść niepowodzeń...no n i c  m i  n i e  w y c h o d z i!


Prucie goni prucie, pomysły przelatują popędzane niezdecydowaniem a czas znika błyskawicznie w mikroświecie poplątanych nitek.
Pozostaje przeczekać?
Innego pomysłu nie mam.
Znikam więc na trochę czekając nie/cierpliwie na jeden mały sukces...

Dziękuję za komplementy poprzedniego – niedziewiarskiego wpisu, który miał być inspiracją  zwrotną – mam wiele wdzięczności za motywujące mnie Wa…

w końcu...

Nadeszła wiosna.
Może i nawet wczesne lato, które rozpieszcza nas ciepłem słonecznego blasku.

W końcu jest ciepło.

W końcu też udało mi się skończyć dziejący się zbyt długo i z dozą niepowodzeń prosty – acz nie prostacki kardigan.
Kupiłam projekt, wybrałam włóczkę i zaczęłam dziergać....stosunkowo dawno temu....
Bezkres dżerseju na cienkich drutach dzieje się powoli, więc gdy po skończeniu całość korpusu okazało się, że nie trafiłam z wymiarem otworów na rękawy to sami rozumiecie delikatne rozczarowanie jakie mnie ogarnęło. Próbowałam sztukować, dzielić i markować nietrafioną część swetra  – bezskutecznie; bo im bardziej proces kombinacji technicznych nabierał tempa tym większe rozbieżności ukazywały się moim oczom..
Sprułam.
Kolejne podejście okazało się porażką do kwadratu bo popełniłam ten sam błąd w tym samym miejscu....byłam już wtedy bliska rezygnacji uświadamiając sobie ilość godzin jakie zmarnowałam!
Ów czas nie pozostawił mnie jednak obojętnej i dał mi podstawową mobilizacj…

przecinki, średniki, pauzy....itp

Przeprowadzając spontaniczną rewolucję blogową zauważyłam znaczącą rozbieżność w istotnych treściach jakie ze sobą ów blog niesie: w pierwotnym założeniu miał prezentować szeroki zakres manualnej działalności jaka wówczas pochłaniała mój wolny czas – zaczęłam od haftu krzyżykowego, na który już dzisiaj szkoda mi czasu! Przez te kilka lat od tamtej pory  włóczki i druty skutecznie wypchnęły pozostałe moje "zainteresowania" na margines...choć w planach gdzieś jeszcze znajduję dla nich skrawek miejsca to już w realizacji ujawniają się raczej jak muszą. Szyję gdy potrzebuję – i tu raczej stronię od ubiorów. Rozwijające się wciąż formy dziewiarstwa tak bardzo mnie pochłonęły iż rozważałam nawet zmianę tytułu bloga....ale zmieniłam tylko opis, dając moim zamierającym fascynacjom chociażby wrażenie bytu;) Ta pozostałość wychowania w atmosferze, że braki majątkowe można nadrobić pracą rąk własnych do tego techniczne przygotowanie plastyczne pozostawia w sobie niezatarty ślad, który…