poniedziałek, 19 marca 2012

z innej strony

....zasobu   formalnych zainteresowań na plan pierwszy wsuwają się  ulubione pudła maści wszelkiej (z przewagą drewnianych), którym, jak już kiedyś wspominałam nadaję wygląd własny.
.....z innej strony zamiast moich minimalistycznych tendencji na plan pierwszy wysuwa się niepoprawny romantyzm
.....z drugiej strony - trzeba czasem nabrać dystansu, kiedy na drutach (wciąż) zimowe przesycenie
.....i wtedy właśnie zajmuję się tym(miedzy innymi tym):



Stara, drewniana skrzynia wyciągnięta z piwnicznych zakamarków, która swoje nowe wcielenie otrzymała dzięki technice decoupage......i tyle.



...tyle Wam dzisiaj zostawiam życząc m i ł e g o  t y g o d n i a.

piątek, 16 marca 2012

.......odkryłam



Nie wiem czy wspominałam, że nie lubię heklowania! Wszystko co wykonane było na szydełku obchodziło mnie tyle co nic - nawet specjalnie się nie wysilałam nad znalezieniem jakiś pozytywów tej techniki....po prostu nie i już!
....ale wszytko uległo przemianie - dość zaskakującej gdy moim oczom ukazała się letnia torebka Gosi, a wraz z nią kolejne (przypadkowe) odkrycia.....
Potem Iza odkryła swoje falujące niebieskości, Lete falującą paletę kolorówi z torebek moja fantazja rzuciła się w morze narzut i narzutek....a wśród nich  power of wool T h y m k i  oraz Moorish Mosaic Afghan Lisy Naskrent 
Wraz z nimi odkryłam, że szydełko wcale nie równa się sztywna kordonkowa robótka, która źle się układa - a skoro możliwości są znacznie bardziej szerokie to może okaże się możliwe wykorzystanie resztek włóczkowych, których żal wyrzucać.......bo są po prostu urocze - same w sobie:





Kwestia ogólnej koncepcji pozostaje wciąż otwarta - może uda się również wykorzystać zalegające w szafie akryle, nienadające się do noszenia ale jako formy dekoracyjne - jak najbardziej, mam nawet całe złogi  niezbyt grubej włoczki w kolorze złamanej bieli.....



Trzeba tylko jeszcze dokonać segregacji, nie tyle kolorystycznej (bo moje tendencje kolorystyczne są dość zawężone a w związku z tym prawie nigdy te kolory się nie wykluczają) ale jakościowo formalnej - czyli dobrać odpowiednie grubości....czyli zrobić coś na co zawsze brakuje mi czasu - z tego też powodu pewnie realizacja tego rękodzieła potrwa w czasie....


....cieszę się jednak, że użyteczne w moim mniemaniu stało się to co tylko cieszyło moje oczy. Ciekawa efektu nie mogę się już doczekać kiedy chwycę za szydełko........sama jednak muszę uzbroić się w cierpliwość, bo inaczej nigdy nie skończę tych wszystkich pozaczynanych dziergadeł....a porządek musi być!
...nie tylko na wiosnę!



wtorek, 13 marca 2012

kolejne oznaki wiosny

...zakwitły (nawet nad zimnym polskim morzem) przebiśniegi, więc mniemam, że jest już zupełnie wiosennie w całym kraju.....
...w moim najbliższym otoczeniu również pojawiły się syndromy ocieplenia - czyli zmiana dekoracji:













...takie małe formy - własnoręczne oczywiście, które (w nieznacznym stopniu) uszczuplają zapasy materiałowych resztek.






Bardzo lubię tildowe dekoracje, przede wszystkim dlatego, że wiele jest przy ich wykonywaniu świetnej zabawy i swoistego odprężenia zmęczonych codziennością myśli...a i efekt zadowalający. Przyznam się, że dostępne na rynku dekoracje wiosenno -wielkanocne mocno mnie rozczarowują; bo albo są tandetne w formie (infantylne zajączki) albo w kolorze (pstrokato żółto i zielono...) -  może jeszcze nie trafiłam na to coś!
Co roku ten sam dylemat jak to przełamać i co roku brak satysfakcjonującej koncepcji, pewnie skończy się na morzu rzeżuchy, którą (swoją drogą) uwielbiam....



a na drutach -  się dzierga...........b a r d z o  p o w o l i.

M i ł e g o  p r z e d w i o ś n i a!







poniedziałek, 5 marca 2012

pierwsze oznaki wiosny


...tak mi się przy najmniej wydawało
jednak wciąż jest  mroźnie i jak sobie przypomnę zeszłoroczna majówkę to mroźnie może być jeszcze długo................................może więc dobrze się stało, że włóczka, na którą się pokusiłam jest bardziej zimowa niż wiosenna:


choć ta trawiasta zieleń w połączeniu fuksji i turkusu miała mocno ożywić moje zimowe nastawienie kolorystyczne, to w formie "dziergadła" te upojne kolory przygaszone zostały dość dużą dawką czerni a w zasadzie głębokiego fioletu, granatu i zieleni i choć te " ciemności"  są równie piękne jak ich  jaskrawe odbicia to mocno ich trzeba poszukać:



Tak czy inaczej plan a  został wykonany tyle, że w wersji zimowej i pomimo  niespodzianek sprostał  moim oczekiwaniom  - tak powstał mój pierwszy  miły w dotyku i ciepły komin.......nie lubię tego słowa, ale póki co nie przychodzi mi do głowy żadne lepsze określenie.
Wzór to 100% improwizacji - nabrałam na druty 4mm jakieś 180 oczek i przerobiłam niewiadomą ilość rzędów - przerabiając 2,5 motka włoczki Sarayli.







Myślę sobie, że to już chyba ostatnia zimowa realizacja, w kolejce poustawiały się wiosenne chusty, a wśród nich projekt, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia, a który stał się dla mnie możliwy do wykonania dzięki Małgorzacie, której bardzo, bardzo dziękuję.


m i ł e g o  w i e c z o r u!

piątek, 2 marca 2012

...w klimacie Szetlandów



...czyli kolejna chusta, tym razem z konkretnym wzorem, który (dzięki Bogu!) ktoś już wcześniej wymyślił.....czyli Ostrich Pumes Shwal (który w swojej konstrukcji jest bardzo bliski temu, który wykorzystałam w ostatniej produkcji własnej) wydziergany z Malabrigo Lace:




...niezwykle trudno mi było uchwycić subtelne przejścia kolorystyczne tej włóczki - pewnie z uwagi na sztuczność światła jakim dysponowałam ale musicie mi uwierzyć na słowo, że jest on niezwykle piękny.
...co do samej włoczki - to jeszcze nie zdążyłam się przekonać o jej podatności na filcowanie - zblokowała się rewelacyjnie, rewelacyjnie się też układa po wyschnięciu - jest trochę sztywniejsza niż  wełny, z których  do tej pory dziergałam chusty o podobnej strukturze; nie spodziewałam się tylko, że będzie tak farbowała, więc chyba w zestawie z białą bluzką w mglistą i  dżdżystą pogodę odpada....






Podsumowując:
włóczka: Malabrigo Lace - kolor 52 Paris Night; zużycie 1,5 motka
druty: 2mm 
wzór: Ostrich Plumes Shwal                                                                                                                        




...i efekt końcowy, z którego jestem (nieskromnie) zadowolona - na swoje użycie poczeka jednak do pełni wiosny, bo chusta jest bardziej dekoracyjna niż funkcjonalna -  to oczywiście jej kolejna zaleta...nie wszytko co kobieta ma na sobie jest w pełni funkcjonalnie, czasem wystarczy, że dobrze się prezentuje!...i po prostu jest....a ja wokół szyi mam coś (prawie)zawsze.....



Dziękując za komentarze i odwiedziny wszystkim życzę  
m i ł e g o  w e e k e n d u!