poniedziałek, 23 stycznia 2012

obiekt pożądania

...czyli apetyt rośnie w miarę jedzenia
...czyli w miarę coraz większego uzależnienia dziewiarskiego odczuwam coraz większą potrzebę posiadania wysublimowanych w kolorze i w formie włóczek...tak więc postanowiłam nabyć na własny użytek cudowny twór z urugwajskich merynosów:



...żadne z tych zdjęć nie oddaje w pełni tych delikatnych przejść paryskich granatów w indygo...sama świadomość posiadania tych małych zawijatek napawała mnie entuzjazmem...zanim jednak zdążyłam ich dotknąć dotarłam do studzących moja euforię informacji, że to włóczka niezwykle podatna na filcowanie.....

i co począć z czymś tak delikatnym?

Kolor jest tak piękny, że nie mam zamiaru go chować do szafy -  postanowiłam, pomimo wtórnego zniechęcenia dać tej włóczce szansę i ją wykorzystać. Jak? - ogólny plan - chusta - nie wiem tylko jaka, bo na tym polu też moje wymagania rosną, aspiracje na autorstwo również...obym tylko nie przekombinowała, bo jak człowiek chce bardzo dobrze to nijak nie wychodzi dobrze...


Miłego tygodnia!




2 komentarze:

  1. Nie martw się filcowaniem. Ciesz się włóczką. Ja mam z niej szal (właściwie szalik, bo z jednego motka), ale zrobiony dosyć swobodnym ażurem. Blokuje się świetnie i rozciąga jak tylko zechcesz. Do prania kup eucalan i zastosuj się do podanego przepisu, a "będzie Pani zadowolona!" :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja m.in. ze względu na tę podatność się na malabrigo nie porywam (jakoś nie mam ci ja cierpliwości do delikatnego traktowania dzianin...), ale przyznać muszę, że kolory Twoje wyglądają bardzo apetycznie :)

    skoro włóczka sama w sobie tak piękna, to myślę, że chusta mogłaby w formie być bardzo prosta. a że z jej zaprojektowaniem sobie poradzisz nie mam żadnych wątpliwości :)

    OdpowiedzUsuń