Przejdź do głównej zawartości

obiekt pożądania

...czyli apetyt rośnie w miarę jedzenia
...czyli w miarę coraz większego uzależnienia dziewiarskiego odczuwam coraz większą potrzebę posiadania wysublimowanych w kolorze i w formie włóczek...tak więc postanowiłam nabyć na własny użytek cudowny twór z urugwajskich merynosów:



...żadne z tych zdjęć nie oddaje w pełni tych delikatnych przejść paryskich granatów w indygo...sama świadomość posiadania tych małych zawijatek napawała mnie entuzjazmem...zanim jednak zdążyłam ich dotknąć dotarłam do studzących moja euforię informacji, że to włóczka niezwykle podatna na filcowanie.....

i co począć z czymś tak delikatnym?

Kolor jest tak piękny, że nie mam zamiaru go chować do szafy -  postanowiłam, pomimo wtórnego zniechęcenia dać tej włóczce szansę i ją wykorzystać. Jak? - ogólny plan - chusta - nie wiem tylko jaka, bo na tym polu też moje wymagania rosną, aspiracje na autorstwo również...obym tylko nie przekombinowała, bo jak człowiek chce bardzo dobrze to nijak nie wychodzi dobrze...


Miłego tygodnia!




Komentarze

  1. Nie martw się filcowaniem. Ciesz się włóczką. Ja mam z niej szal (właściwie szalik, bo z jednego motka), ale zrobiony dosyć swobodnym ażurem. Blokuje się świetnie i rozciąga jak tylko zechcesz. Do prania kup eucalan i zastosuj się do podanego przepisu, a "będzie Pani zadowolona!" :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja m.in. ze względu na tę podatność się na malabrigo nie porywam (jakoś nie mam ci ja cierpliwości do delikatnego traktowania dzianin...), ale przyznać muszę, że kolory Twoje wyglądają bardzo apetycznie :)

    skoro włóczka sama w sobie tak piękna, to myślę, że chusta mogłaby w formie być bardzo prosta. a że z jej zaprojektowaniem sobie poradzisz nie mam żadnych wątpliwości :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

wiosna

...
to zazwyczaj piękny, ciepły, słoneczny czas rozkwitu...
Ta obecna postanowiła nam raczej nie dogadzać – przenikający chłód wiatru, deszczu i śniegu; czasem słońce które improwizuje ciepło...przynajmniej w przestrzeniach nadmorskich.
Astronomiczne uwarunkowanie sprzyja wprawdzie wzrostowi ale mizerną daje pociechę.
Jako gatunek uzależniony od ciepła promieni słonecznych i wszelkich dóbr za tym idących popadam w lekką irytację i nie znajduję pocieszenia w niczym innym – wszystkie moje pozaczynane dzianiny jakby się sprzysięgły popadając w przepaść niepowodzeń...no n i c  m i  n i e  w y c h o d z i!


Prucie goni prucie, pomysły przelatują popędzane niezdecydowaniem a czas znika błyskawicznie w mikroświecie poplątanych nitek.
Pozostaje przeczekać?
Innego pomysłu nie mam.
Znikam więc na trochę czekając nie/cierpliwie na jeden mały sukces...

Dziękuję za komplementy poprzedniego – niedziewiarskiego wpisu, który miał być inspiracją  zwrotną – mam wiele wdzięczności za motywujące mnie Wa…

w końcu...

Nadeszła wiosna.
Może i nawet wczesne lato, które rozpieszcza nas ciepłem słonecznego blasku.

W końcu jest ciepło.

W końcu też udało mi się skończyć dziejący się zbyt długo i z dozą niepowodzeń prosty – acz nie prostacki kardigan.
Kupiłam projekt, wybrałam włóczkę i zaczęłam dziergać....stosunkowo dawno temu....
Bezkres dżerseju na cienkich drutach dzieje się powoli, więc gdy po skończeniu całość korpusu okazało się, że nie trafiłam z wymiarem otworów na rękawy to sami rozumiecie delikatne rozczarowanie jakie mnie ogarnęło. Próbowałam sztukować, dzielić i markować nietrafioną część swetra  – bezskutecznie; bo im bardziej proces kombinacji technicznych nabierał tempa tym większe rozbieżności ukazywały się moim oczom..
Sprułam.
Kolejne podejście okazało się porażką do kwadratu bo popełniłam ten sam błąd w tym samym miejscu....byłam już wtedy bliska rezygnacji uświadamiając sobie ilość godzin jakie zmarnowałam!
Ów czas nie pozostawił mnie jednak obojętnej i dał mi podstawową mobilizacj…

przecinki, średniki, pauzy....itp

Przeprowadzając spontaniczną rewolucję blogową zauważyłam znaczącą rozbieżność w istotnych treściach jakie ze sobą ów blog niesie: w pierwotnym założeniu miał prezentować szeroki zakres manualnej działalności jaka wówczas pochłaniała mój wolny czas – zaczęłam od haftu krzyżykowego, na który już dzisiaj szkoda mi czasu! Przez te kilka lat od tamtej pory  włóczki i druty skutecznie wypchnęły pozostałe moje "zainteresowania" na margines...choć w planach gdzieś jeszcze znajduję dla nich skrawek miejsca to już w realizacji ujawniają się raczej jak muszą. Szyję gdy potrzebuję – i tu raczej stronię od ubiorów. Rozwijające się wciąż formy dziewiarstwa tak bardzo mnie pochłonęły iż rozważałam nawet zmianę tytułu bloga....ale zmieniłam tylko opis, dając moim zamierającym fascynacjom chociażby wrażenie bytu;) Ta pozostałość wychowania w atmosferze, że braki majątkowe można nadrobić pracą rąk własnych do tego techniczne przygotowanie plastyczne pozostawia w sobie niezatarty ślad, który…