Przejdź do głównej zawartości

gdy nie dziergam




...nie nudzę się;)
Czasem pojawia się nagła potrzeba wykonania wykraczającej po za dziewiarstwo formy.
Jest to forma wciąż manualna będąca zazwyczaj namiastką ambitnego planu poszerzenia umiejętności w zakresu krawiectwa.... nie ukrywam, iż pomysł wcielenia formy odzieżowej przemknie mi incydentalnie przez głowę, szybko jednak  kończy się na wymówkach braku czasu, miejsca, doświadczenia  i tym podobnych.......ostatecznie to dziewiarstwo zdominowało inne potrzeby:)
i tak wszystkie wygórowane założenia (krawieckie lub inne) zamykają się w jednym worku: dosłownie – w worku na robótkę:


albo raczej w prototypie: bo powstawał intuicyjnie począwszy od jego wymiarów a na dodatkach kończąc....


Odpinana rączka, metalowy solidny zamek, wymyślona na poczekaniu  mała kieszonka na dodatki rękodzielnicze...... to wszystko składa się na pokaźną formę, w której schowa się nawet sweter w progresie....a to jak wiemy potrzebuje miejsca.





Lewostronnie potraktowany dżins, szara płócienna tkanina i bawełniana krateczka –  minimalistyczny zestaw z dozą elegancji......inny być nie mógł skoro powstawał w celach prezentowych i ku podkreśleniu tej funkcji zaopatrzony został ręcznie naniesionym logiem specjalnie przygotowanym dla  mojej Szwagierki, by nikt absolutnie nie miał wątpliwości czym i czyj ów szmaciany wytwór jest i co kryje w sobie;)

 

Na mały dodatek własnoręczne markery, których jak wszyscy wiedzą nigdy nie ma dosyć:)
i własnoręczne opakowanie, które nie mniejszą sprawiło mi radość:)


Powierzony w dobre ręce  mam nadzieję, że sprawdza się w użytkowaniu.
Krawieckie ambicje ledwo sięgnęły podstaw – bluzki wprawdzie mogą poczekać, ale plastikowe worki, w które pakują się wciąż moje robótki nie pozwalają zapomnieć o tej materiałowej  sakwie.......chroniczny brak czasu i wspomniana dziewiarska dominacja odwleka w bliżej nieokreśloną przyszłość uszycie własnej...
cóż...życie;)

*
Gdy nie dziergam.........to tak czy inaczej wszystko zmierza ku dzierganiu.
Zawsze pojawi się projekt do wydziergania natychmiast, wpadnie w ręce nietuzinkowa włóczka, która domaga się wcielenia.........i jak tu nie dziergać?

Wszystko inne pozostawiam na potem;)

Miłego weekendu:*





Komentarze

  1. Jestem pod wrażeniem!pięknie szyjesz,E.D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy dziergasz czy szyjesz wszystko jest cudnie i perfekcyjnie wykonane!!! Podziwiam i pozdrawiam Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mrrrr, ale dopracowane, Perfekcjonistko ;) zachwycam się!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak na osobę nie lubiącą szyć robisz to profesjonalnie:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. piękny worek:) stylowy :) oj, aż chciałoby się takowy posiadać,pozdrawiam z niedosytem Twoich udziergów

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepięęękny! I jak dopracowany!!! Kłaniam się nisko, za każdy detal, za wykonanie:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Worek fantastyczny na robótki. Wszystko zaczyna się i kończy robótkowo. Markery klejnotyczne i też bezcenne. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Worek jest ślicznie minimalistyczny, pięknie wykonany☺ Już marzę o takim...;) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję pięknie za wszystkie komplementy;) mobilizują mnie one do kolejnych odsłon – wprawdzie worka dziewiarskiego...ale tak czy inaczej do formy krawieckiej
    :*

    OdpowiedzUsuń
  11. The blog are the best that is extremely useful to keep.
    I can share the ideas of the future as this is really what I was looking for,
    I am very comfortable and pleased to come here. Thank you very much.
    บอลพรุ่งนี้

    OdpowiedzUsuń
  12. to ja obdarowana właścicielka tegoż worka 😍 worek jest idealny zarówno w użytkowaniu jak i w wykonaniu. prezent cudowny....uwielbiam
    go. jeszcze raz dziękuję 😍

    OdpowiedzUsuń
  13. Thank for your very good article.! i always enjoy & read the post you are sharing!

    หนังชีวประวัติ

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

często

czyli o tym jak statystyka obecności wirtualnej przeszła w regres.... Często zajmuje mnie dzierganie. Coraz jednak mniej mam  nieprzerywanego innymi aktywnościami życiowymi dłuższych chwil, w których  mogę się oddać tym relaksującym zabiegom samorealizacji.. O ile jeszcze to leniwe snucie się dzianin przynosi znikome acz namacalne efekty tak kompletnie straciłam te rezerwy czasu, w których mogę je godnie dokumentować.... brak światła albo raczej ograniczone światło w jeszcze bardziej ograniczonej przestrzeni dodatkowo mnie demotywują niwelując podjęcie twórczego wysiłku.... Efekt tego jest taki, że wiele realizacji nie zostało tu pokazanych i pewnie już nie będę do nich wracać....pozostały tylko namiastki z czasu zaprzeszłego: ...to kilka akcesoriów, które trochę bardziej sprecyzowały się w tych kilku zakładkach z cyklu: zrobione na ravelry . Z obiektów poza dziewiarskich powstało kilka biżuteryjnych, większość z nich wydana została bez śladu dokumentacji....

w końcu...

Nadeszła wiosna. Może i nawet wczesne lato, które rozpieszcza nas ciepłem słonecznego blasku. W końcu jest ciepło. W końcu też udało mi się skończyć dziejący się zbyt długo i z dozą niepowodzeń prosty – acz nie prostacki kardigan. Kupiłam projekt, wybrałam włóczkę i zaczęłam dziergać....stosunkowo dawno temu.... Bezkres dżerseju na cienkich drutach dzieje się powoli, więc gdy po skończeniu całość korpusu okazało się, że nie trafiłam z wymiarem otworów na rękawy to sami rozumiecie delikatne rozczarowanie jakie mnie ogarnęło. Próbowałam sztukować, dzielić i markować nietrafioną część swetra  – bezskutecznie; bo im bardziej proces kombinacji technicznych nabierał tempa tym większe rozbieżności ukazywały się moim oczom.. Sprułam. Kolejne podejście okazało się porażką do kwadratu bo popełniłam ten sam błąd w tym samym miejscu....byłam już wtedy bliska rezygnacji uświadamiając sobie ilość godzin jakie zmarnowałam! Ów czas nie pozostawił mnie jednak obojętnej i dał mi podstaw...

historia pewnej włóczki

...a w zasadzie swetra, bo on jest tutaj bohaterem głównym. Zanim jednak wartka akcja jego dziania nastała w czasie leniwie i dość cierpliwie snuła się historia planu drugiego: dawno, dawno temu zakupiłam włóczkę - żadna nowość - ona sama też nie była nowością - sock malabrigo w tajemniczej i pociągającej mieszance kolorów piedras ... w r ó ć !.... pocion - dzięki słusznej uwadze okazało się, że nie tylko kolor trudno zdefiniować ale i nazwę: porządkując informacje: używałam włóczki o nazwie pocion ;) z założenia na sweter - i to jedno od początku zostało niezmienne: zmienna była tylko jego docelowa forma nie wiem czy już wspominałam, że bardzo lubię precelkowe formy włóczki stąd też zwlekam z ich przewijaniem do czasu absolutnej pewności ich przeznaczenia – ta przez ponad rok radowała mnie sowim urokiem... precelki były trzy – początkowo; w tak zwanym międzyczasie sięgnęłam po jeszcze jednego socka (a że jednego, to z przeznaczeniem na "coś" z dodatków)...