Przejdź do głównej zawartości

jest tam kto?




Halo, halo.....jestem;)
wpadłam powymiatać zapomnienie.....
upływający czas nie jest łaskawy dla mojego bloga – pisanego raczej z potrzeby własnej niż komercyjnej, a w związku z tym konieczności życiowe skutecznie spychają owe potrzeby własne na koniec listy do zrobienia.....
o ile jeszcze spisanie kilku myśli czy dziewiarskich spostrzeżeń – tudzież dokonań nie jest wysiłkiem wielkim to ich fotograficzne udokumentowanie wymaga ode mnie nie małej gimnastyki pomiędzy drabinkami i sztachetami kolejnych dni...

Tym razem  długo oczekiwany efekt końcowy zupełnie nowej formy, zupełnie nowej włóczki w zaskakująco nie szarym kolorze....choć tak zupełnie bez szarości się nie obyło...

ANGULAR Marzeny Kołaczek:


chusta – rzecz sama w sobie zawsze dla mnie deficytowa, bo wciąż niezaspokojone pozostają moje garderobiane potrzeby.....
ta chusta – od początku urzekła mnie niekonwencjonalną matematyczną formą i niemalże wszystkie jej wcielenia skłaniały mnie do jej wydziergania



w przededniu wiosny ( bo mniej więcej wtedy zapadła wiążąca decyzja) postanowiłam postawić na kolor – jasny, letni i delikatny – to spontaniczne oczekiwanie zaspokoiła włóczka Julie Asselin Piccolo o wdzięcznej nazwie it's my party.....
no to zaczęłam zabawę....



cieszyły mnie już same wyobrażenia o kolorystycznych kombinacjach jakim dam się ponieść wraz z tym projektem...
upływający czas weryfikował jednak moje ambitne szaleństwo i co rusz kolejny pojedynczy motek koloru po przebyciu niekrótkiej  podróży z tego czy owego sklepu skazywany zostawał na banicję.......(będą skarpetki...)


przymiarki, zestawienia, próbki – wszystko to doprowadziło mnie do życiowego stwierdzenia, że ja nie umiem bez szarości....a jak wpada w ręce taki wysublimowany moteczek ręcznie farbowanej mini meme yarns od motkomanii to ja cała wpadam jak śliwka w kompot i jestem ugotowana....
jednak nie żałuję;)


Owe kolorystyczne dywagacje wyparły już na początku zaplanowany przez Marzenę efekt 3D, nie bardzo wiem, czy dobrze czy nie, bo sama nie umiałam go właściwie zinterpretować...liczył się kolor!
Tak czy inaczej to co budziło moją niepewność zaspokoiła  nieśmiertelna i elegancka szarość!


Pozostawiając z boku temat kolorów przyznam, że trochę obawiałam się tego nieregularnego kształtu w noszeniu. Okazało się, że nie potrzebnie bo skończona chusta  bardzo dobrze pozwala się sobą omotać! i mogę z całą stanowczością polecić ten projekt – to świetna alternatywa dla poszukujących czegoś nowego – czegoś co nie jest szalem, ale też nie jest typową chustą – to naprawdę świetna forma!




Podsumowując: p o l e c a m!!!
wykorzystując druty 3.75 zużyłam: 1,4 motka Piccolo ( jeszcze nie mam pełni zdania o tej włóczce – jedyne co mogę stwierdzić to: mięsista i lejąca, fajnie trzyma formę); trochę jasnej szarości  Jawoll Superwash Solids; wspomniany mini meme yarns w pięknym odcieniu ołówkowej szarości i 1 motek nieśmiertelnej alpaca silk dropsa (włóczka bardzo pasująca do tego projektu)


*
wracając do poprzedniego posta (tak – wiem –kiedytobyłoooo?) to wraz z przebojowym i niekończącym się pruciem, pobudzona Waszymi komentarzami dokonałam uporządkowania pierwszeństwa motywacji w dzierganiu – tak więc dla mnie impulsem do dziergania jest efekt końcowy – konkretny projekt, sweter, chusta – inaczej to raczej meczące przekładanie oczek bez końca. To nie oznacza, że moja motywacja jest słuszna lub słuszniejsza – bo z drugiej strony to ona prokuruje minuty straconego czasu na pruciu, przemyśleniach i dywagacjach technicznych....ale ja tak mam! i koniec. Mając w pamięci efekt końcowy bardzo się cieszę kiedy czegoś  mogę się przy okazji nauczyć.....taka kolejność sprawiła, że mam na drutach znów coś zupełnie dla mnie nowego....mam nadzieję, że razem ze mną cierpliwie poczekacie na efekt:)

d o  z o b a c z e n i a ;)



Komentarze

  1. Jestem, jestem... Chusta w tej tonacji kolorystycznej piękna. A skąd te malarskie pomysły, to już kiedyś ustaliłyśmy:-) Widzę, że mamy podobny stosunek do blogowania i podobne przeszkody w regularnym umieszczaniu postów. Treść pisze się "sama", ale zorganizowanie sesji zdjęciowej wymaga już zapasów z czasem i domową logistyką. A przy okazji - bardzo pomysłowa spódnica:-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękny Angular! Subtelne, delikatne kolory, bardzo do ciebie pasują.Tworzycie bardzo zgrany duet!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudności delikatności - Podziwiam i pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Już komentowałam na rav, ale tu też napiszę, bo szal na to zasługuje - bardzo podoba mi się Twoja interpretacja tego szala, a kolory - zresztą jak zwykle - przepięknie dobrałaś.

    Pozdrawiam - silvarerum :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo trafnie, w dodatku w bardzo elegancki sposób opisałaś wszystko to, pod czym mogłabym się podpisać. Codzienność nas czasami przegania, a blog się kurzy, chociaż jest o czym pisać i co pokazywać. A może po prostu latem szybciej płynie czas...Pozdrawiam i podziwiam interesujący udzierg!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo oryginalna chusta - i kształtem, i kolorystycznie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

często

czyli o tym jak statystyka obecności wirtualnej przeszła w regres.... Często zajmuje mnie dzierganie. Coraz jednak mniej mam  nieprzerywanego innymi aktywnościami życiowymi dłuższych chwil, w których  mogę się oddać tym relaksującym zabiegom samorealizacji.. O ile jeszcze to leniwe snucie się dzianin przynosi znikome acz namacalne efekty tak kompletnie straciłam te rezerwy czasu, w których mogę je godnie dokumentować.... brak światła albo raczej ograniczone światło w jeszcze bardziej ograniczonej przestrzeni dodatkowo mnie demotywują niwelując podjęcie twórczego wysiłku.... Efekt tego jest taki, że wiele realizacji nie zostało tu pokazanych i pewnie już nie będę do nich wracać....pozostały tylko namiastki z czasu zaprzeszłego: ...to kilka akcesoriów, które trochę bardziej sprecyzowały się w tych kilku zakładkach z cyklu: zrobione na ravelry . Z obiektów poza dziewiarskich powstało kilka biżuteryjnych, większość z nich wydana została bez śladu dokumentacji....

w końcu...

Nadeszła wiosna. Może i nawet wczesne lato, które rozpieszcza nas ciepłem słonecznego blasku. W końcu jest ciepło. W końcu też udało mi się skończyć dziejący się zbyt długo i z dozą niepowodzeń prosty – acz nie prostacki kardigan. Kupiłam projekt, wybrałam włóczkę i zaczęłam dziergać....stosunkowo dawno temu.... Bezkres dżerseju na cienkich drutach dzieje się powoli, więc gdy po skończeniu całość korpusu okazało się, że nie trafiłam z wymiarem otworów na rękawy to sami rozumiecie delikatne rozczarowanie jakie mnie ogarnęło. Próbowałam sztukować, dzielić i markować nietrafioną część swetra  – bezskutecznie; bo im bardziej proces kombinacji technicznych nabierał tempa tym większe rozbieżności ukazywały się moim oczom.. Sprułam. Kolejne podejście okazało się porażką do kwadratu bo popełniłam ten sam błąd w tym samym miejscu....byłam już wtedy bliska rezygnacji uświadamiając sobie ilość godzin jakie zmarnowałam! Ów czas nie pozostawił mnie jednak obojętnej i dał mi podstaw...

historia pewnej włóczki

...a w zasadzie swetra, bo on jest tutaj bohaterem głównym. Zanim jednak wartka akcja jego dziania nastała w czasie leniwie i dość cierpliwie snuła się historia planu drugiego: dawno, dawno temu zakupiłam włóczkę - żadna nowość - ona sama też nie była nowością - sock malabrigo w tajemniczej i pociągającej mieszance kolorów piedras ... w r ó ć !.... pocion - dzięki słusznej uwadze okazało się, że nie tylko kolor trudno zdefiniować ale i nazwę: porządkując informacje: używałam włóczki o nazwie pocion ;) z założenia na sweter - i to jedno od początku zostało niezmienne: zmienna była tylko jego docelowa forma nie wiem czy już wspominałam, że bardzo lubię precelkowe formy włóczki stąd też zwlekam z ich przewijaniem do czasu absolutnej pewności ich przeznaczenia – ta przez ponad rok radowała mnie sowim urokiem... precelki były trzy – początkowo; w tak zwanym międzyczasie sięgnęłam po jeszcze jednego socka (a że jednego, to z przeznaczeniem na "coś" z dodatków)...