środa, 28 września 2011

kartki z kalendarza

...znalezione gdzieś w zapomnianym kartonie, sentymentalne i ciągle aktualne...


Kiedy na studiach realizowałam temat " kalendarz" nie przypuszczałam, że  tak bardzo będzie wyprzedzał  ówczesną teraźniejszość a dzień po dniu będzie coraz bardziej......wydziergany,
w coraz bardziej konkretnych formach.... 

                                     

                                      

                                     

                                     



Kartka na dzisiaj to Bitterroott...







...tym razem jednak w założeniu ma być gęstszy, inaczej wykończony, po raz kolejny szary....może i monotonnie, ale jak się szuka ideału trzeba cierpliwości....
Kolejne dni poskładają się w podobne karki - w kalendarz planów i założeń, pomysłów bardziej lub mniej konkretnych ...mam tylko nadzieję, że zrealizowanych.
Tego sobie i Wam wszystkim życzę...

piątek, 16 września 2011

nieśmiały flower




...nieśmiało wystawiam go na widok publiczny...po pierwsze dlatego, że popołudniowe półcienie nie sprzyjały obfotografowaniu tego dobrze wszystkim znanego motywu; po drugie ów motyw skutecznie zdyskryminowany został kolorem ostatniego dostępnego w internecie motka moheru o nazwie Luna Multikolor; po trzecie brak ogólnej koncepcji na prezentację.........................a niech tam!




Wspomniany już wzór to Echo Flower Shwal...właśnie ten....z wykończeniem jak w propozycji Dagny - falbanką - akurat w zastosowanym przeze mnie zestawieniu wypada ono korzystniej niż zastosowany w oryginale ażur.
Wracając do zestawienia  - nooo....takie było życzenie zamawiającej...takiego dokonała wyboru zarówno do wzoru co do koloru.




Poza tym wszystkim chusta w efekcie końcowym jest ciepła i eterycznie zwiewna zarazem;  jest jak wizytówka polskiej złotej jesieni...
Pozdrawiam i życzę słonecznego weekendu.

poniedziałek, 12 września 2011

właściwe miejsce

...bardzo lubię, kiedy wszystko znajduje się we właściwym - ustalonym i z góry przewidzianym przeze mnie  miejscu...jak już zdążyłyście się zorientować - nawet w torebce nie może być mowy o przypadku.
Idealnie by było gdyby ten swoisty układ zaistniał w każdym zakamarku mojej osobistej przestrzeni - bez większego znaczenia czy inni ten ów logiczny układ dostrzegają - ważne by zaistniał.
Dzięki niezliczonym inspiracjom znalezionym na wielu waszych blogach (to jeden z tych, który mnie urzekł) odkryłam nowe możliwości udoskonalania moich "form porządkujących" sprzyjających znalezieniu właściwego miejsca... oto jedna z nich: dwa, średniej wielkości worki:



...ot, takie zwykłe worki, uszyte ze znanych wam już materiałów i wzbogacone haftem krzyżykowym - dzięki nim wyeliminowałam z walizki plastikowe torby, w których do tej pory umieszczałam mniejsze elementy potrzebnej w podróży garderoby. Wielokrotnego użycia z możliwością prania, bezszelestne, użyteczne w walizce i małej torbie na weekendowy wypad - po prostu idealne!... mało tego -  ich przydatność jest tym większa im większe jest zapotrzebowanie - mogą służyć segregowaniu w dużej szufladzie, w każdej szafie, w której coś popostu bezpańsko się wala...a!...i do tego ekologiczne.



...jak już wspominałam w poprzednim poście, to nie koniec tej materiałowej produkcji. Jest jeszcze wiele rzeczy bez miejsca i wiele pomysłów do zrealizowania...

na poczatek tygodnia wszystkim wam życzę wszystkiego dobrego



piątek, 9 września 2011

czym prędzej...

spieszę donieść zainteresowanym, że przegarnęłam manualne formy poukrywane w zakamarkach mojej szafy - trochę z niej wygarnęłam, nie żeby jakoś ogromnie dużo...
miedzy innymi rzeczmi znalazło się takie "małe co nie co" pozszywane ze skrawków ulubionych materiałów:





Forma powstała z potrzeby porządkowania torebkowego nieładu - ta mała kosmetyczka pomieściła wszystkie potrzebne kobiecie dodatki. Świetnie sprawdza się w segregacji rzeczy małych i potrzebnych, ale bez swojego docelowego miejsca...błyszczyki, pomadki, chusteczki, tabletki...i takie tam.
Jak już wspomniałam powstała z pozostałości poszewek "made by Ikea" i przyozdobiona została własnoręcznym haftem krzyżykowym.

Ten sposób wykorzystania materiałowych resztek wpisał się idealnie w moja potrzebę "szufladkowania" przedmiotów w związku z tym zakładam kolejne wersje i różne przeznaczenia.


Czym prędzej chciałam  również podziękować mojej kochanej Szwagierce, która dzielnie dołączyła do grona dziergających za mobilizację...i ponaglanie...
Tak razem  tworzyłyśmy leżakowy Bitterroot - ja swój kolejny; ona swój pierwszy...

...z efektu końcowego swojej rękodzielniczej pracy jest, mam nadzieje zadowolona;  liczę na to, że powstanie ciąg dalszy.... Gorąco cie kochana zachęcam!...i wszystkich pozdrawiam