Przejdź do głównej zawartości

kartki z kalendarza

...znalezione gdzieś w zapomnianym kartonie, sentymentalne i ciągle aktualne...


Kiedy na studiach realizowałam temat " kalendarz" nie przypuszczałam, że  tak bardzo będzie wyprzedzał  ówczesną teraźniejszość a dzień po dniu będzie coraz bardziej......wydziergany,
w coraz bardziej konkretnych formach.... 

                                     

                                      

                                     

                                     



Kartka na dzisiaj to Bitterroott...







...tym razem jednak w założeniu ma być gęstszy, inaczej wykończony, po raz kolejny szary....może i monotonnie, ale jak się szuka ideału trzeba cierpliwości....
Kolejne dni poskładają się w podobne karki - w kalendarz planów i założeń, pomysłów bardziej lub mniej konkretnych ...mam tylko nadzieję, że zrealizowanych.
Tego sobie i Wam wszystkim życzę...

Komentarze

  1. Bardzo fajny ten kalendarz, pomysłowy i pięknie wykonany. Zdjęcia też mi się podobają. A jeżeli chodzi o dążenie do doskonałości... cóż też mam taki bzik, co zrobię to wytykam sobie błędy, ale nie ma co się zrażać tylko dźgać dalej. Tak trzymać, powodzenia i pozdrawiam mocno ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie zwariowany i przez to jedyny :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

szary

To też kolor.
Fakt iż fizycznie powstaje z mieszaniny barw powoduje, że nie da się go wystawić po za zbiór określany ogólnie powyższym mianem.
Takie przynajmniej jest moje stanowisko w tej kwestii.
W związku z nieocenionym bogactwem jakie ów kolor ze sobą niesie często (może nazbyt często....) znajduje swoje zastosowanie w moich dzianinach.
I może być uznawany za nijaki, bez wyrazu, pozbawiony nośnika emocjonalnego to i tak na długo będzie moim kolorem przewodnim.
Tak również było w przypadku tego projektu: nie umiałam go sobie wyobrazić inaczej jak w szarości właśnie: spowodował to przede wszystkim prosty, zastosowany w nienachalnej ilości ale bardzo wyrazisty wzór strukturalny, dopełniony splotem lewych oczek, które bardzo mnie urzekły...
I choć nie jestem zdecydowaną wielbicielką otwartych kardiganów ten zaabsorbował mnie prostym bogactwem połączenia wspomnianych motywów....to swoiste zaprzeczenie w mojej ocenie w pełni oddaje uroki tego projektu:

thessaly Hani Maciejewskiej…

lubię

Bardzo lubię się opatulić, bo jestem raczej zmarźlakiem.
W jesienne (wziąwszy pod uwagę ciepło ostatnich dni powinnam napisać: w chłodne) wieczory lubię zarzucić na siebie ciepłą chustę, przywdziać alpakowy sweter, a nóżki wsunąć w wełniane skarpetki, które jakiś czas temu stały się nieodzownym elementem docieplającym.
Naturalne właściwości wełny pozwalają osiągnąć taki poziom wewnętrznego ogrzania, który jest    stały i nienachalny, niepowodujący potów i duszności, taki jaki ja lubię najbardziej...

Miłośniczką wełnianych chust i swetrów jestem od dawna, ale stosunkowo od niedawna doceniam tę krótkometrażową formę dzianą jaka są skarpetki. Cała historia mojego dziergania skutecznie nie uwzględniała tej dziedziny dziewiarstwa biorąc ją za obciachową i niegustowną po prostu. Wraz z pojawieniem się na rynku różnorakich – nieprzeciętnych włóczek skarpetkowych i tysiąca ciekawych wzorów na ravelry  przełamałam bariery. Teraz dziergam skarpetki raz na jakiś czas...już nie tylko dla siebie,…

jeden

...pierwszy i nie ostatni:)
...u k o ś n i k:




...długo się do niego zbierałam (...co niestety stało się normą); a jak się już zebrałam to stosunkowo długo nie mogłam przebrnąć przez tą prostą technikę...pomimo trudności efekt końcowy zadowalający – zdecydowanie pobudzający kolorystyczne fantazje...więc i ukośniki będą kolejne



wykonany z koralików toho 11/0 – z a r e z e r w o w a n y