poniedziałek, 19 września 2016

miejski



a miał być wiosenny – rozpoczęty w jeszcze w lutym aktualnie zajął miejsce na liście dzianin do noszenia jak się ochłodzi.... i jak tu nie wyczekiwać jesieni ;/
jest namiastką enigmatycznego wielkiego planu noworocznego, który uparcie nie daje mi spokoju;) – czyli udało się przerobić zbyt długo leżakującego holsta  w kolorze cocoa uwalniając tym samym zasoby włóczkowe....
nad projektem myślałam długo....początkowo to miała być chusta, nawet miało być ich kilka w różnych odcieniach kolorystycznych – polegając na internetowych zachwytach tą nicią poszalałam w zakupach trochę bez opamiętania
czas pokazał, że z chustą było tej włóczce nie po drodze – upewniłam się gdy mój zachwyt skradł pulower Wiolety według projektu Pauli Wiśniewskiej – wykonany z tegoż samego holsta – w sensie materii rzecz jasna
przystąpiłam do czasochłonnego jak się okazało procesu dziergania, co rusz przekładając ów udzierg na bok z bardziej lub mniej błahych powodów... neverendingstory doczekał finiszu choć wciąż z wspomnianych powodów znajduje się w stanie w swoistej  hibernacji....



To dobrze rozpisany projekt z bardzo ciekawym wzorem strukturalno–ażurowym, którego atrakcyjność podkreśliła ujednolicona włóczka.


wszystko zrobiłam w tym swetrze zgodnie z projektem: zachowałam też (pomimo obaw początkowych, iż będą mi falować) oryginalne wykończenia i-cordem, które okazały się idealnie tutaj przemyślane – w połączeniu z ładnym kształtem wydłużonego tyłu nadają całości wysublimowanego;  rysunkowego podkreślenia


jedyne co zmieniłam to włóczka – choć w zasadzie odwrotnie (patrz wyżej:)
przyzwyczajona i w pełni zasymilowana z merino jakoś nie mogę się jeszcze do niej przekonać  – nie jest sztywna ale sznurkowa, dość miękka  ale nie sprężysta – trochę bardziej bawełniana niż wełniana choć obu tych składników jest w tej włóczce idealnie po równo;)


Damy sobie szansę ;) choć sprawiła mi ona jedną niemiłą niespodziankę podczas blokowania:
do procesu przystąpiłam jak zawsze namaczając w wodzie eucalanem, wyciskając, rozkładając na płasko czekałam na wyschnięcie.....ujawniło ono wzdłuż załamania dzianiny nieregularne zacieki w zdecydowanie ciemniejszym odcieniu...przy czym dodam iż w trakcie moczenia holst nie puścił jakiejś drastycznej ilości farby – raczej zgodnie z oczekiwaniami....
zamoczyłam raz drugi – do usunięcia nadmiaru wody wykorzystałam najniższe obroty wirówki w pralce – pomogło. Sweter w formie też nie ucierpiał...czyli można prać;)


uznać mogę tą włóczkę za świetną alternatywę czystej bawełny, bo jest zdecydowanie lżejsza i delikatniejsza...
Poprzedni projekt pokazał również, że z powodzeniem można ją łączyć...
nauczona tymi dwoma udziergami pamiętać muszę tylko o tym, że holst w blokowaniu delikatnie puchnie i robi się w dzianinie bardziej zwarty...czyli grubsze druty mu nie zaszkodzą;)


dane techniczne:
florence pullover by Paula Wiśniewska
włoczka: holst coast w ilości 6 motków przerabianych podwójnie
druty: 3.0; 3.5 


miłego tygodnia z robótką w ręku....najlepiej;) i nie tylko w miejskich okolicznościach;))



poniedziałek, 12 września 2016

warkocze?

– czy masz ochotę na chustę w warkocze?
– w warkocze?....czemu nie – krótki czas pomiędzy podjętą decyzją a spojrzeniem na obiekt docelowy bogaty był w  wyobrażenia jak ów chusta może wyglądać....
projekt przeszedł moje oczekiwania, zaskoczył i urzekł od pierwszego spojrzenia....był jeszcze w tak obłędnym kolorze, że trochę żałowałam, że mój tak piękny być nie może...(choć już nie wykluczam wersji kolejnej....szmaragdowo zielonej jak w oryginale)

bez zbędnych wstępów przedstawiam więc najnowszy projekt Justyny Lorkowskiej:
n e m e t o n
 



projekt przeznaczony na grubość fingering skłonił mnie do nietypowego dla mnie połączenia włóczek: cienkiego i sztywnego holsta coast postanowiłam ocieplić, pogrubić i zmiękczyć lace dropsa (u tu uśmiecham się do Oli, która zasiliła swoimi zapasami moje nieznaczne braki....zbrakło mi dosłownie kilku gramów...dziękuję;))


połączenie to spowodowało, że całość wyszła dość mięsista i delikatnie tweedowa;
dość zwarty ścieg jaki wychodził z tego zestawu nakłonił mnie również do powiększenia całości w części ściegu francuskiego jak i strukturalnego....kosztowało mnie to trochę wysiłku intelektualnego, który był możliwy dzięki perfekcyjnie rozrysowanemu wzorowi




cieszę się bardzo, że wszystkie okoliczności sprzyjały temu bym mogła ten projekt wydziergać i dziękuję Justynie za taką możliwość;)



jedyne na co wciąż jeszcze czekam to możliwość noszenia czyli jednym słowem niech będzie już chłodno....aż trudno uwierzyć iż ja to napisałam....stworzenie do bólu ciepłolubne;)


d o b r e g o   t y g o d n i a ;)


wtorek, 30 sierpnia 2016

m i n i kal


...czyli razem dzierganie w bardziej lub mniej sprzyjających okolicznościach przyrodniczych dolnego śląska
akcja zainicjowana przez moją szacowną Szwagierkę;) w trakcie spontanicznego buszowania po magazynach zaprzyjaźnionej motkomanii gdzie w ręce wpadły nam urocze motki holsta  titicaca

pierwotne obawy przed tak cienką nitką zniwelował uroczy kolor tej delikatnej alpaki...

tylko co z tego powstanie? pomyślałam....chusta? tylko jaka?
wszystko w tej materii zostało już przerobione a i pierwotny zachwyt nad zwiewnością lace minął zdało by się bezpowrotnie....
udawszy się do zasobu inspiracji wszelkich rozpoczęłam poszukiwania na ravelry: po raz kolejny nie zawiodły  szerokie możliwości wyszukiwania wzorów i po tak zwanej nitce do kłębka  –  w tym przypadku dosłownie lace doprowadził nas do projektu Joji.....
po krótkiej analizie ale nie bez obaw co do formy podjęłyśmy decyzję: robimy:)

to wersja moja:



głównym argumentem przemawiającym za wykonaniem tego projektu był  kontrastowy border wykończony kuleczkami – nadaje on tej chuście nutkę romantyzmu i kobiecości;  świetnie równoważy niezwykle oryginalny i nowatorski krój całości...


cechą budzącą najwięcej wątpliwości był ów krój właśnie  –  w oryginale podkreślony dość mocnym ażurem narzutów
wspólnie postanowiłyśmy ten element widoczności zniwelować zastępując narzuty otwarte (yo) narzutami z nitki poprzecznej co i tak w częściach bocznych zaakcentowane jest widocznymi "dziurami"


całość bardzo mnie jednak zaskoczyła: pozytywnie rzecz jasna: świetnie sprawdził się tutaj prosty  ścieg ściągaczowy z oczkami przekręconymi i dwa kolory w idealnych proporcjach...


co do odcieni początkowo główna jadeitowa zieleń miała być wykończona szarością:) ale pierwszeństwo wyboru należało do Szwagierki jako posiadaczki kolorów uzupełniających: przypadł mi w udziale granat...i jestem z niego bardzo zadowolona



idealnie trafiłyśmy też z włóczką: cienka alpaka dodała puszystości tej chuście przez co zdaje się być ona pełniejsza i delikatnie puszysta


choć nie umiem się ta formą jeszcze omotać to cieszę się, że po raz kolejny przełamałam własne stereotypy bo to idealny dodatek na chłodne wieczory czy sierpniowe popołudnia, zapowiadające nieuchronną jesień....

reasumując:
chusty dwie powstałe  w towarzystwie, w trakcie pogadanek, wrzasków kąpiących, szumu deszczu, przy piwku, przy kawie, przed i po plenerowym śniadaniu, w samochodzie, na tarasie, na kocu.....itd, itd...
z włóczki titicaca w kolorze jade w ilości 1.3 motka na każdą + pół motka tejże w kolorze carbon blue (na moją) i szarym
druty 3.5
projekt: e x p r e s i v e  by Joji Locatelli




...im dłużej się jej przyglądam tym bardziej cieszę się, że jest moja;)

za pozwoleniem prezentuję Wam projekt Szwagierki, na dowód iż owo wydarzenie zwane kale'em miało miejsce naprawdę:)


dziękując jej tym samym za twórczą inspirację:)))

...
w zanadrzu jest kilka udziergów do pokazania. czekają tylko na sprzyjające okoliczności do ich udokumentowania więc proszę o chwilę cierpliwości w oczekiwaniu na posty...

m i ł e g o   d n i a ;-)