Przejdź do głównej zawartości

Posty

jest tam kto?

Halo, halo.....jestem;) wpadłam powymiatać zapomnienie..... upływający czas nie jest łaskawy dla mojego bloga – pisanego raczej z potrzeby własnej niż komercyjnej, a w związku z tym konieczności życiowe skutecznie spychają owe potrzeby własne na koniec listy do zrobienia..... o ile jeszcze spisanie kilku myśli czy dziewiarskich spostrzeżeń – tudzież dokonań nie jest wysiłkiem wielkim to ich fotograficzne udokumentowanie wymaga ode mnie nie małej gimnastyki pomiędzy drabinkami i sztachetami kolejnych dni... Tym razem  długo oczekiwany efekt końcowy zupełnie nowej formy, zupełnie nowej włóczki w zaskakująco nie szarym kolorze....choć tak zupełnie bez szarości się nie obyło... ANGULAR Marzeny Kołaczek : chusta – rzecz sama w sobie zawsze dla mnie deficytowa, bo wciąż niezaspokojone pozostają moje garderobiane potrzeby..... ta chusta – od początku urzekła mnie niekonwencjonalną matematyczną formą i niemalże wszystkie jej wcielenia skłaniały mnie do jej wydziergania ...

w końcu...

Nadeszła wiosna. Może i nawet wczesne lato, które rozpieszcza nas ciepłem słonecznego blasku. W końcu jest ciepło. W końcu też udało mi się skończyć dziejący się zbyt długo i z dozą niepowodzeń prosty – acz nie prostacki kardigan. Kupiłam projekt, wybrałam włóczkę i zaczęłam dziergać....stosunkowo dawno temu.... Bezkres dżerseju na cienkich drutach dzieje się powoli, więc gdy po skończeniu całość korpusu okazało się, że nie trafiłam z wymiarem otworów na rękawy to sami rozumiecie delikatne rozczarowanie jakie mnie ogarnęło. Próbowałam sztukować, dzielić i markować nietrafioną część swetra  – bezskutecznie; bo im bardziej proces kombinacji technicznych nabierał tempa tym większe rozbieżności ukazywały się moim oczom.. Sprułam. Kolejne podejście okazało się porażką do kwadratu bo popełniłam ten sam błąd w tym samym miejscu....byłam już wtedy bliska rezygnacji uświadamiając sobie ilość godzin jakie zmarnowałam! Ów czas nie pozostawił mnie jednak obojętnej i dał mi podstaw...

wiosna

... to zazwyczaj piękny, ciepły, słoneczny czas rozkwitu... Ta obecna postanowiła nam raczej nie dogadzać – przenikający chłód wiatru, deszczu i śniegu; czasem słońce które improwizuje ciepło...przynajmniej w przestrzeniach nadmorskich. Astronomiczne uwarunkowanie sprzyja wprawdzie wzrostowi ale mizerną daje pociechę. Jako gatunek uzależniony od ciepła promieni słonecznych i wszelkich dóbr za tym idących popadam w lekką irytację i nie znajduję pocieszenia w niczym innym – wszystkie moje pozaczynane dzianiny jakby się sprzysięgły popadając w przepaść niepowodzeń...no n i c  m i  n i e  w y c h o d z i! Prucie goni prucie, pomysły przelatują popędzane niezdecydowaniem a czas znika błyskawicznie w mikroświecie poplątanych nitek. Pozostaje przeczekać? Innego pomysłu nie mam. Znikam więc na trochę czekając nie/cierpliwie na jeden mały sukces... Dziękuję za komplementy poprzedniego – niedziewiarskiego wpisu, który miał być inspiracją  zwrotną – mam wiele wd...