Przejdź do głównej zawartości

Posty

już

będzie dziewiarsko:) Pod koniec ubiegłego roku zostałem niespodziewanie i niezwykle miło obdarowana. Owo obdarowanie zachęciło mnie do bezzwłocznego działania: zamówiłam u Marty wymyślone przez siebie merino ulubione i bez żadnych przeszkód i z wielką przyjemnością wydziergałam kolejny świetny projekt Justyny Lorkowskiej: Cloud Bay :) Linijka po linijce upływały bez wahań i wątpliwości; prawie idealnie spasowana próbka sprawiły, że przez chwilę nie myślałam czy będzie dobrze....jedyną mglistą niepewność wprowadzała plisa przodu – w każdym z dotychczasowych projektów jej wykonanie budziło wiele zastrzeżeń; do tego stopnia, że unikałam takiego wykończenia swetrów jak ognia.... do teraz...rzeczowy i klarowny opis nabierania oczek na plisę sprawił, że na nowo odkryłam uroki tej skomplikowanej jak dotąd dla mnie konstrukcji i zdecydowanie poszerzyły się moje dziewiarskie horyzonty, zacieśniane co róż idealizmem szczegółów wykończenia robótki... Wiele urok...

jeszcze nie

...ale już coraz bliżej motywów przewodnich tego bloga – czyli dziewiarskich w kolejnej odsłonie poczynań szyciowych prezentuję formę "okołodziewiarską" czyli etui na druty dla pewnej zapalonej dziewiarki, której nową pasję zaszczepiła moja Szwagierka....co oznacza nieustający wzrost popularności tak zwanego kiedyś "babcinego" zajęcia – przy czym ciepło wspominam moją Babcię i jej cierpliwe podejście do wszystkiego co moje wówczas niecierpliwe i niepokorne ręce potrafiły sknocić... Ale do rzeczy: etui na druty i małe co nieco na dodatek: forma znana i sprawdzona, wzbogacona o pożądaną kieszonkę: zestaw kolorystyczny made in ikea skomponowany przez Szwagierkę, ładny prawda:) a małe co nieco to kilka dziewiarskich świecidełek: inspirowane pięknymi markerami Marzeny:) a resztę widać:) tymczasem do następnego razu, który będzie dziewiarski:) mam nadzieję...

powtórnie

...czyli kolejna premiera jak poprzednio – pozszywana; tym razem z kilku kawałków...zupełnie jednak innych: obiecany już dawno temu pewnej Dziewiarce, ubrany w sweter... w pełni adoptowany otrzymał imię Franek: powstał z resztek ulubionych ścinków, które nie ubłaganie przestają być użytkowe... użyte zostały też nie/planowo zakupione materiały made in ikea:  wspomniany element dziewiarski to trochę dropsowego nepala, czyli jest Frankowi ciepło;) obiecany królik miał być jednorazową odskocznią , szybko jednak powstało zapotrzebowanie na  jego kumpla, tak powstał Stefan:) i w jego przypadku wyzwaniem stała się garderoba: zbrakło czasu i pomysłu na kolejny sweter – o powstaniu całości decydowało niemalże ekspresowe tempo....a więc koncepcja  eleganckiego odzienia również się w owym skróconym czasie rozmyła...chciałam by było prosto: prosto jednak nie znaczy łatwo...w ramach niewypowiedzianych głośno noworocznych postanowień postanow...