poniedziałek, 20 marca 2017

sweter ostatniej szansy


Przyszła wiosna*
Zdążyłam więc:
zakończyłam przygodę z malabrigo rios....nie żeby z całym dostępnym asortymentem ale z moimi nieszczęsnymi zasobami...
a ich historia była długa...wzięła swój początek w trzech motkach na chustę
ta się nie sprawdziła pomimo wielu szans jakie na przestrzeni czasu jej dałam i została spruta

a tak na marginesie to ciekawi mnie czy ktoś oprócz mnie pruje swoje nietrafione udziergi czy wszyscy oprócz mnie dziergają zawsze trafione projekty? 

Już w trakcie prucia wymyśliłam dla trzech kulek w kolorze paris night nowy kształt, uzupełniłam barki nowym kolorem i jako wytrawna mistrzyni łączenia kolorów (żart;)) wydziergałam oryginalny sweter;)
Zadowolona z wykorzystanych zasobów odłożyłam go na półkę i bardzo rzadko po niego z tej półki sięgałam – nie leżał mi zbyt luźny dekolt, zbyt ścisły i krótki korpus. W związku z tym  sweter leżał prawie rok i już nawet to, że leżał bezużyteczny zaczęło mnie irytować.
A co robi zirytowana dziewiarka? nie wiem? ....ja pruję!

Błyskawiczna decyzja jeszcze szybciej zamieniała sweter na powrót w kłębuszki, których było już pięć,w tym dwa w innym kolorze....
no to sobie ułatwiłam......no bo nie lubię (czytaj – nie umiem) łączyć kolorów tak po prostu, zdecydowanie nie lubię też  pasków – najprostszego połączenia kolorów w dzianinie; ot takie zboczenie, które zmusiło mnie do intensywnego myślenia co dalej?
więc dalej: dumałam, inspirowałam się i podglądałam, rysowałam i kreśliłam to co narysowane 
jak już wydumałam i wydziergałam znaczną część to sprułam....bo za ciasno, bo nie fajnie, bo znowu korpusik... 
Sprułam!
Dokupiłam motek z pełną świadomością, że tylko sobie podniosę skalę trudności bo to raczej pewne, że po dwóch latach od pierwszego zakupu kolor nie będzie identyczny...
Raz kozie śmierć – pomyślałam i ciąg nieracjonalnych decyzji zaczął nabierać rozpędu
Zaczęłam po raz kolejny – ostatni....


Tak oto powstał całkiem zwyczajny pulower z połamanymi paskami łączącymi dwa nieoczywiste kolory.
Ostateczny swój kształt zasługuje on w dużej mierze projektowi Monochrome Pullover  Katrin Schneider
 

Kusił mnie jeszcze bardzo ten okrągły karczek ale w ostateczności zachowałam formę raglanu.
W żmudnej przygodzie jego dziergania pojawił się jeszcze ten projekt – ostatecznie afirmujący zygzaki;)


Nietypowe ujście znalazła w tym swetrze pozostałość fascynacji kobaltem, który wypełnił formę zygzaków w jednym z rękawów:



Wydłużany tył i pólgolf,  zdecydowanie luźniejszy fason to wszystko razem sprawia, że pomimo wstępnych złożeń, że będzie "leżakował" sweter  był już często użytkowany....i szybko (o dziwo)! się polubiliśmy


Jeszcze jedno w ostatecznym wyglądzie swetra warte jest uwagi: dokupiony motek paris night różnił się tylko sposobem farbowania a nie kolorem – przejaśnienia koloru były w krótszych odcinkach.
Udało się to (o dziwo!!!) łatwo  zniwelować mieszając ostatni motek z pierwszymi.


Podsumowując zużyłam 5.5 motka malabrigo rios; 4 motki w kolorze paris night i 1,5 motka w kolorze pearl ten...no i trochę pozostałości z kobaltowej czapki
Dziergałam na drutach 4.5 oraz 5.0.





* w związku z tym sięgnęłam po coś zupełnie nietypowego i oryginalnego w formie i przede wszystkim w kolorze...i sama jestem ciekawa co wyjdzie z tego kolorystycznego eksperymentu;) 
niebawem się przekonam.....mam nadzieję, bo kilka rozpoczętych projektów nie daje mi spokoju☺a wszystkie bardzo pożądane....☺