poniedziałek, 20 czerwca 2016

;)


do jednego z nieplanowanych ale i niebanalnych projektów zbrakło mi trochę....naprawdę trochę włóczki:
czy w związku z tym, ktoś z zaglądających tutaj ma i może odsprzedać resztkę lece dropsa w kolorze 4434 czyli fioletowym?



P.S. 
czy tak właśnie się mści nieposzanowanie dla własnych resztek?;)/:p


Dziękuję za błyskawiczny odzew i zainteresowanie – w szczególności dziękuję Oli z Gdańska, która  znalazła czas i chęci, i osobiście dostarczyłam mi z nadwyżką brakujące kłębuszki;)

miłego dnia:)

piątek, 17 czerwca 2016

w pośpiechu

d z i a ł a m
w permanentnym pospiechu nawet...
wkradł się on już nawet te część dnia idealistycznie zwaną relaksem – a co za tym idzie – również dziergam w pośpiechu
w pospiechu też dokumentuję moje dziewiarskie poczynania – co wkurza mnie chyba najbardziej: bo wykonanie okrążenia czy rządka w przerwie miedzy prasowaniem a zmywaniem tylko sprzyja przyrostowi dzianiny; tak kompletny brak przygotowania do zdjęcia już nie koniecznie...czasem nawet dostępne triki i markujące nieład zabiegi nie pomagają...a niestety brak mi fotograficznego oka, które z zastanej, nawet najbardziej nieprzewidywalnej rzeczywistości potrafi wydobyć to co najlepsze....

można by rzec, że to blog o dzierganiu ale sami przyznacie, że dobra prezentacja jest tym co bardziej lub mniej świadomie oceniamy w pierwszej kolejności; pragniemy mieć sami to co nam się spodoba jako całość: dzianina + modelka ( i tu już wiemy, że ja jestem z tych "napuszonych") + plener albo jego brak....

to tak w ramach wstępu i uprzedzenia, że poniższy udzierg – dość czasochłonny doczekał się dość ponurej sesji w okolicznościach domowych ....choć aura sprzyjała wyjść w plener...
nie wyszło:/

ale do rzeczy:
przyszło mi się zmierzyć z formą kardiganu dość popularną i lubianą czyli z kołowcem: chyba już każdy zna i większość się inspiruje bogactwem modeli wykonanych przez Dorotę więc nie trzeba zbytnio o nim opowiadać:




włóczka, z której przyszło mi dziergać to niezwykle miękki i delikatnie puszysty manos silk blend – wymagający specjalnego traktowania single, którego farbowanie układa się dość jednolicie w całej formie swetra ( może z wyjątkiem rękawów gdzie różnice kolorów ułożyły się dość regularnie w kształty przypominające mi słoje drzewa.... )


sweter miał być dość długi i zabrakło włóczki ( z czasem niedostępnej) na osiągnięcie pożądanych wymiarów  – trzeba więc było szukać czegoś innego: postawiłam na kolor w miarę jednolity by nie prowokować bałaganu kolorystycznego i  po krótkiej analizie dostępnych motków zdecydowałam na malabrigo silky merino – włóczkę o tych samych parametrach co manos
lepiej być nie mogło...
do tego kolor lettuce idealnie spasował się jaskrawo-żółtą zielenią zawartą w manosie


w związku z tym brakiem postanowiłam też inaczej podejść do formy wykończenia: po pierwsze wykonałam je w okrążeniach, garterem, zmieniając kolor co jeden rząd by zniwelować do minimum układ pasków...i nieskromnie przyznam, że podoba mi się ten efekt


dzięki temu też całość swetra zdaje się być obszerniejsza i lekko falująca



kołowiec powstał z  500 g manosa i 100 g malabrigo przerabianych na drutach 4.5mm

dopinając całości dołączyłam metkę z instrukcją prania ( szkoda by było tak przytulną dzianinę sfilcować)

taki mały dodatek a ile mi sprawił radości – takie wspomnienie szkolnych ćwiczeń na liternictwie, które baaardzo lubiłam....
chyba się starzeję;))




i znowu w pośpiechu: dziękuję za wszystkie komentarze pod moim poprzednim postem:)  cieszy mnie fakt, że moje "kolorystyczne" zmagania znajdują uznanie...



miłego weekendu;)


środa, 8 czerwca 2016

hmmm;/


minął maj....pełny zdarzeń i działań, które sprawiły, że zakurzyły się nieco stronice niepublikowanych i nieaktualnych już postów....
nieobecność wirtualna nie oznacza bezruchu dziewiarskiego i z dumą przyznać muszę, że udało mi się wywiązać z części niezaplanowanych* projektów....tyle, że ambitny plan na ich prezentacje prysł z kolei w aktualności zdarzeń jak bańka mydlana...no cóż życie...zresztą wcieliła się w nie (w zasadzie sama...nieproszona) zasada, że im mniej miałam czasu tym łatwiej układam skomplikowane plany logistyczne na każdy dzień...
a właśnie plany....mamy półmetek roku, czy ktoś jeszcze pamięta jego początek i to co się z nim wiąże...tak plany...właśnie...mój był jeden i zasadniczy: nie kupować włóczki, dopóki nie wykorzystam zasobów i nie przerobię zaplanowanych projektów...
czy wytrwałam – wytrwałam...ale krótko, bo już w marcu kupiłam, dwa niewinne malutkie moteczki –  taniuśkie –  na skarpetki....
takie małe a udało im się przedrzeć przez skorupę wytrwałości no i dalej to już sami się domyślacie...
kupiłam zupełnie nową włóczkę, na zupełnie nowy projekt; którego premiera miała już dawno miejsce...
niezwykle jestem spóźniona....
Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem wydziergania swetra według pomysłu Hani Maciejewskiej: pojawiały się możliwości testowania, które długo z przyczyn niezależnych pozostawały po za moim zasięgiem
....zbiegiem okoliczności i w efekcie całkiem nowych zakupów zdecydowałam wpisać się na listę knit-a-long-test-a-long
i oto mam: całkiem nowy i oryginalny pulower:


 z racji pory roku całkiem  jesienny;) co niczego mu nie ujmuje rzecz jasna;)


klasyczna forma: oczka prawe i lewe ale w zupełnie odkrywczym dla mnie ujęciu:
nie ukrywam, że dwukolorowy ściągacz mocno mnie zaintrygował i sprowokował nowe myślenie o kolorach.....zdążyliście mnie już na tyle poznać, iż wiecie, że posiadam problem z łączeniem kolorów  – tych najbardziej podstawowych, czystych, nasyconych i pomimo, że bardzo lubię multikolorowe włóczki i dzianiny to sama nie umiem ich skomponować...kolor w moim wydaniu najlepiej jak jest ukryty, a szczytem ideału jest jak jego subtelne tony wydobywają się spod płaszcza szarości....inaczej nie umiem go poczuć...taki paradoks plastyka;)


długo więc debatowałam nad tym zestawem decydując się w końcu na dodanie  koloru trzeciego – ciemnego i nieoczywistego tak samo jak kolor bazowy, który stonuje jaskrawy odcień turkusu...
bogactwo odcieni włóczki arroyo malabrigo (jakiej użyłam) świetnie się nadaje do takich zabiegów, gdyż najbardziej jednolite jej farbowania nacechowane są odcieniami, które w zestawieniu zyskują nowe zupełnie wartości...
nie bez znaczenia też wpływ na nie posiada światło, które z plomo raz wydobywa fiolet innym razem pruski niemalże granat.....za to je właśnie lubię najbardziej;)


wracając do swetra: bardzo mi się podoba prosty czytelny fason z wydłużonym tyłem, idealnie okrągły dekolt i długie ścigacze...choć tutaj miałam techniczną zagwozdkę...


nie mogłam/ę się oprzeć wrażeniu, że w oryginale Hani najbardziej dekoracyjna część swetra  jest ściągaczem spełniającym funkcje elastyczne – mój taki nie jest, uznałabym to raczej za żakard – nieelastyczny zestaw kolorowych oczek; bardzo ciekawy ale nie elastyczny....
nie jest to oczywiście wada ale pierwsze wrażenie – szczególnie gdy nie ma się porównania z innymi projektami (bo to przecież test)  tylko odniesienie do pierwowzoru –  trudno mi było zniwelować



wprowadziłam tylko jedną małą  modyfikację: ostatni rząd części rękawów i body przerobiłam klasycznym jednokolorowym  ściągaczem i następnie zamknęłam metodą włoską – inaczej zwaną tubular bind off.


podsumowując:
wzór: l e i z u by Hanna Maciejewska – wzór rozpisany czytelnie i skrupulatnie: polecam!
włóczka: malbrigo arroyo, 4 motki plomo, po 0,5 motka reflecting pool i escorias
druty: 3.5 mm, 4.0 mm, 5.0 mm




* nie znaczy niechcianych;) ale zasoby z początku roku uszczupliły się mniej niż nieznacznie;/ puste miejsca wypełniły nowe motki, które jako pierwsze wpychają się na druty...



niezmiennie pamiętając o braku czasu na zamierzone działania zapragnęłam czegoś nowego:


uległam zachwytom nad coraz popularniejszymi kolorowankami...kusiły mnie coraz bardziej wyszukane czarno-białe rysunki dostępne w niemalże każdym już miejscu, z naszą "rodzimą" biedronką włącznie....
w tak zwanym między czasie blogowymi nitkami trafiłam do nieprzeciętnie twórczego miejsca jakim jest świat rysunków Agnieszki Kubiszewskiej-Krawczyk i miałam niezwykłe szczęście wgrać w jej instgramowej zabawie zestaw rysunków w  w o d z i e  ;)

kupiłam kredki – tak na odczarowanie koloru, nawet pisaki.....i pewnie dłuuuggooo to będzie trwało zanim efekt końcowy mnie zadowoli (wspominają, że ja i kolor to raczej nie są synonimy)
choć jedno już wiem na pewno: wciąga!


do zobaczenia;)niebawem?


p.s.
ilość tekstu jest wynikiem długiej nieobecności za co mniej cierpliwych przepraszam ;)