poniedziałek, 25 stycznia 2016

a miało być

...inaczej
wymyśliłam sobie inną scenografię dla tego projektu; z powodów ostatnio wspomnianych szybko zaniechałam realizacji "idealnego" planu projekcji.....bo po za tym, że ogarnia mnie zimno permanentne to do tego (a może właśnie dlatego) jestem leniuchem, który szybko się zniechęca w poszukiwaniach pleneru idealnego.....zawsze c o ś staje mi na przeszkodzie....minionego lata nawet udało mi się wyjść z domu; objuczona potrzebnym sprzętem znalazłam świetną porę dnia  odpowiedni długą i słoneczną...i się rozstawiłam....i to by było na tyle – kiedy zaskoczona stwierdziłam brak baterii w aparacie....i tak dwa razy pod rząd....popełnić ten sam błąd?....nic dodać nic ująć...
nic to.....plenery kuszą mnie nadal (bo choć nie jestem fotografem to w tej materii chciałabym nauczyć się czegoś więcej...) a póki co pozostaje  mi moja niewielka biała ściana z dziurą w środku maskowaną niezamalowanym płótnem....nuda...

sam prezentowany projekt do nudnych natomiast nie należy: to chyba numer jeden na mojej nieformalnej liście zeszłorocznych projektów: i d e a ł
raz, że c h u s t a
dwa: niebanalna konstrukcja i pomysł Justyny:), który przełamał moje podejście do pasków (ostatnia moja refleksja była taka, że nie specjalnie je lubię...)
trzy: szary w roli głównej:)
cztery: oto on/a:



wzór: d a n z i g 



włóczka: moja ulubiona ;/ szara;) arwetta filcolany w ilości 4 motków i 3/4 motka malabrigo sock w kolorze pocion
druty: 3.0



w związku z tym, że użyta przeze mnie włóczka jest cieńsza od zalecanej to aby zachować duże wymiary chusty w części gdzie oczka dodawane są na poszerzenie powtórzyłam sekwencję z "kamyczkami" czterokrotnie, wypadkową tego zabiegu były dwie sekwencje więcej w części gdzie oczka są zdejmowane.... rozmiar wyszedł idealny....bo ja lubię duuuuuuże chusty:) a miękka i lejąca arwetta powoduje, że nie jest jej za dużo gdy się nią szczelnie omotam...


ot...chusta:) ostatnio usłyszałam pytanie: ile można ich mieć? sama je sobie nawet postawiłam – robiąc przegląd zasobów włóczkowych, kilka zaplanowanych na chusty uległo przeklasyfikowaniu na swetry....pomimo tego odpowiadam, że ja chust mogę mieć duuuużo....i teraz przypomniała mi się chusta mojej Mamy, która w zasadzie była kocykiem...czarna, miękka, z frędzlami...mocno zużyta – taką też muszę sobie zrobić....

m i ł e g o   t y g o d n i a☺




czwartek, 21 stycznia 2016

w sam czas

.....a w zasadzie w "międzyczasie"; z konieczności zrobienia czegoś dla siebie ot tak po prostu – czegoś tak w chwil kilka, nie naruszającego zbytnio napiętej listy "do zrobienia"....
powstała czapka – nowa (bo mało która kobieta nie ma potrzeby odświeżenia garderoby, o akcesoriach nie wspomnę:)
nowa – bo uznawałam do tej pory najprostsze w formie osłony czaszkowe i do tego ściśle do głowy przywiązane – ta jest zupełnie inna: bogata w przeplatające się struktury i duża...co niepotrzebnie budziło moje obawy

bardzo niepotrzebnie, bo jakoś nie umiemy się rozstać tej zimy:) pozostaje ona często jedynym akcentem kolorystycznym w gamie szarości jaką zwykłam się otaczać – mało tego okazało się, że przybrudzony turkus pasuje do wszystkiego:)



nowością był – dla mnie pierwszy – wzór Hani Maciejewskiej i znawcom tematu nie trzeba go zachwalać; nie/znawcom pozostaje mi polecić:)


włóczka: moja ulubiona karisma drops'a w ilości niecałych trzech motków – to jedna z tych włóczek do których będę wracać: ciepła i lekka wełna; a to że się mechaci – rios malabrigo (bądź co bądź znajdujący swoje miejsce na liście the best of też się mechaci...)
druty: 3.0; 4.0


pozytywnie nakręcona zaproponowałam mojej potrzebującej czapki  Siostrze ten model – miotana podobnymi do moich obawami zgodziła się i powstało kolejne wcielenie long walks:


tym razem z recyklingowej wełny nieznanego pochodzenia w kolorze granatu




zadowolenie Siostrzane podkręciło mnie jeszcze bardziej więc długi spacer zapowiada się na dłuższy* niż przez mieliznę:)


tymczasem jest wciąż kilka skończonych rzeczy, które chciałabym pokazać w plenerze....i chyba na chęciach się skończy: moja termoregulacja wewnętrzna uprzedza zimę zanim zdążę wyjść z domu a co dopiero pozowanie bez kurtki..........pełna podziwu jestem dla Marzeny......choć z drugiej strony piękne efekty....ach.....



*na jeden spacer składają się prawie dwie mielizny, czyli: zużycie włoczki (w metrach) na long walks to ok.240 m – na sand bank ok.140m.....




wtorek, 19 stycznia 2016

spotkanie




24 stycznia
sklep motkomania 
organizuje 
spotkanie robótkowe 
gdynia, ul. świętojańska 44



będą dziewiarki, motki, pogadanki i dzierganie.....


 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

kolejny rozdział



bardziej lub mniej chętnie, bardziej lub mniej świadomie przekraczamy granice: choćby tylko czasowe to jednak: mamy wszyscy jeżeli nie plany to chociaż oczekiwania, by ten kolejny rok był lepszy, pełniejszy i bardziej satysfakcjonujący

sukcesywnie nie będę robić podsumowań, bo przekornie wkroczyłam w nowy rok z metrami sprutej dzianiny....i nurtuje mnie ciekawskie pytanie: co robicie jak się Wam dzianina znudzi, znosi itd....?

Ja wydaję – szczególnie te, które darzę pomimo znudzenia sentymentem...


a jak nie wydaję to pruję.....i choć daaaawno takowych działań nie wcielałam w życie to z końcem roku unicestwiłam kilka projektów:


po za ostatnim projektem (który mam już swoje lepsze wcielenie) dokonało się to nie tak do końca bez żalu...klamka zapadła więc kłębki wełny przerobione zostaną w nowe...ciekawsze (mam nadzieję) formy..
przyznać muszę, że wszystkie te włókna dobrze zniosły próbę czasu choć najbardziej widoczne zmiany są na riosie z malabrigo – dramatu nie ma ale różnica jest:/

*
właściwie jednak grudzień upłynął na dzierganiu: zazwyczaj form małych (i większych), z których kilka nie doczekało się jeszcze dokumentacji 
te mniejsze to projekt na cito: chłopięca czapka inspirowana projektem Justyny


powstała z podwójnie przerabianego merino ulubione farbowanaego przez Martę z zagrody 
i resztki merino 70 firmy lang yarns w kolorze neonowej zieleni


włoskie nabieranie oczek i mały metalowy znacznik nadały tej zwykłej czapce zarys profesjonalizmu)



włoskie nabieranie  i zamykanie oczek stały się jednymi z moich ulubionych technik, choć trochę czasu zajęło mi ich przyswajanie;  nie wszędzie też  można je wykorzystać ale tam gdzie ma to swoje praktyczne uzasadnienie i jest to możliwe nie zaczynam i nie kończę inaczej
inaczej nie mogło być również w przypadku tego szybkiego projektu, którego głównym projektantem była włóczka:
  




dwa motki mille colori baby firmy lang yarns – dwa różne motki i cztery różne mitenki...
sięgnęłam po tę włóczkę przez wzgląd na kolory: rzeczywiście jest ich tysiąc co widać gołym okiem – w całych 190 metrach nitki nie powtarza się żadna sekwencja kolorystyczna; żeby jeszcze ją bardziej przemieszać przerabiałam motek z dwóch końców na raz...




po za tym włóczka podobna w strukturze do delight'a dropsa, choć dwa razy droższa...
świetnie się pewnie sprawdza w projekcie tak popularnego szala ZickZack....na którego mam coraz większą ochotę


mitenki powstały by spełnić oczekiwania świąteczne mojej Siostrzenicy.....na fali kolorystycznej fascynacji drugi komplet powstał na użytek własny



ale to jeszcze nie koniec zeszłorocznych projektów: kilka – w tym jeden szczególny czeka na swój czas; a i kilka form pozszywanych stoi w kolejce do prezentacji...

tak więc: baz podsumowań choć jednak: kilku rzeczy nie skończyłam a kilka innych zaczęłam...

niech nowy rok będzie dla wszystkich bez wyjątku: l e p s z y ☺