czwartek, 21 maja 2015

okazja;)


Gosia (być może wielu z was znana) pozbywa się włóczek: dobrych i w okazyjnych cenach:
chcących się skusić zapraszam do bezpośredniego kontaktu: m.baginska66@wp.pl




5. artesano alpaca, czarna, 6 motków:


6. artesano alpaka Inca Cloud, szara, 9 motków – jest super –  nic się z nimi nie dzieje po wydzierganiu ;)(opinia Gosi:)


8. bawełna mecyryzowana kupiona na ebay, 1000m, motek 150g, 2 motki ( motki wystarczą na ażurowa sukienkę  letnią;):


14. Rowan felted tweed, rudy, 6 motków:


15. Regina 100% wełny, 50g po 125m, 25 motków – wełna bardzo fajna, sprężysta i nie mechaci się (opinia Gosi:):

16. drops Nepal:


17. artesano alpaka Inca Cloud, butelkowa zieleń:


18. kid mohair adriafil – 5 motków:





część włóczek udało się już Gosi sprzedać: dziękuję za odzew i zainteresowanie:)) 

zaktualizowana lista dostępna w górnej zakładce: włóczki

poniedziałek, 11 maja 2015

za dużo




...na raz; na teraz – w zasadzie, chciałabym mieć wydziergane, uszyte, wykończone....
już dawno zapomniałam o chwilowym stanie, w którym pytałam siebie samej: czym by się tu teraz zająć...w formie cytatu z samej siebie odpowiadam, iż mnogość pomysłów i zachcianek wybujała przede mną niczym maj w pełni swego kwiecia...owa mnogość powoli jednak przybiera pełni form skończonych i żadna z nich nie nadaję się jeszcze do pokazania....szkoda;/

jest to może i doskonała okazja by pokazać – z dozą niemałej nieśmiałości formę pozszywaną, ubraniową i z góry uprzedzam – niedoskonałą....choć noszalną:

spódnicę, która powstała jakieś półtora roku temu...


w ciągu tego czasu jej kształt zdążył ewoluować z powodu jakości materiału: wełna o wdzięcznej nazwie "granat lotniczy" nie sprawdziła się w wykroju z koła


została więc ona zwężona do formy "klosza" z niekrytym zamkiem (bo kryty za żadne skarby świata nie chciał ze mną i z granatem wejść w koalicję ...)


otrzymała dwuczęściowe  wyściełanie: bawełniane w karczku – by się nie ślizgała, i tradycyjną poszewkę "klosza" by się ślizgała po części spodniego odzienia


otrzymała też szlufki, by dostojnie wisieć w szafie:)


tak kształtuje się efekt moich rzadkich spotkań z maszyną do szycia, i choć lubię czasem coś uszyć, to jest to dla mnie proces skomplikowany i mozolny; satysfakcjonujący choć męczący...pewnie dla tego tak rzadko do niego wracam ...i robię to raczej w wyniku potrzeby i chęci posiadania czegoś czego nikt inny nie ma....przynajmniej nie w takim wydaniu


z drutami to zupełnie inna historia: człowiek przycupnie w kąciku i nikomu nie zawadzając dzierga, malutkie moteczki nie zostawiają na dywanie śladów....a i do torebki się czasem ten twórczy proces zmieści...no tak, jestem unikającym niechcianych okoliczności typem kanapowca:))

a spódnica: zdała egzamin i jest często eksploatowana:) lubimy się i tyle:)










poniedziałek, 4 maja 2015

coś tam....

robię:)
w zasadzie na okrągło – dosłownie i w przenośni....pomysły i plany jak wiosenna roślinność buzują by móc się wreszcie ukazać w całej swej okazałości....o ile przyrodzie czas sprzyja, tak mnie już niestety ogranicza...pewnie znacie to uczucie, kiedy chce się mieć – już, teraz, natychmiast....a się nie da:)
Uzda obowiązków mówi zdecydowany prrrr:) by się kompletnie nie poddać tym ograniczeniom – ograniczam czas na prezentację....choć nie bez rozterek...

ciut czasu na ekspresową prezentację wyłuskałam i prezentuję: coś tam:
pierwszy, pewnie nie ostatni heklowany koszy ....tu zaznaczam zupełnie przypadkową choć budzącą uśmiech  zbieżność z koszami Alejandry:)
zresztą mój (1:) powstał z bobbiny: recyklingowej "włóczki" – choć włóczką do końca nazwać nie można pociętych w paski bawełnianych resztek t-shitów;




Podstawową (i w zasadzie jedyną) wadą tego recyklingu jest nierówność "nitki", która rzutuje na różnice w grubości heklowanej materii; na tle Alejandrowych koszy ten kształtuje się dość pokracznie:)


ta pokraczność przypadła do gustu mojemu Mężowi, któremu rzadko zdarza się taka ilość słów akceptacji i pochwały:) mało tego wypowiedział też głośno chęć posiadania takiego męskiego "pojemnika"...dziwne, co?

jak się upomni to sprecyzujemy konkrety:)


z rzeczy niedziewiarskich, które czasem pojawiają się na kartach tego bloga mam do zaprezentowania recykling drewnianego pudełka, które wyglądało tak:


i było wstępnym zachwytem nad pozostawiającą wiele twórczych możliwości techniką decoupagu, 
przestało jednak pasować do minimalistycznej kolorystycznie koncepcji całości, z którą miało współgrać i zostało zreanimowane w poniższej postaci: 



choć nie pozbawione zupełnie koloru, zdecydowanie bardziej mi się podoba:) wbrew górnolotnej sentencji i romantycznemu urokowi służy do przechowywania guzików – ot takie wyszukane przeznaczenie:)


podobnemu zabiegowi zostanie poddane jeszcze jedno pudełko, nie wiem tylko kiedy...
do prezentacji pozostaje kilka innych (niedziewiarskich) form...w tym przypadku też nie wiem kiedy:) bo jak obiecam, to w ciemno można obstawić, że właśnie nie wtedy:) więc po prostu jak przyjdzie czas ;)

na razie zmykam do moich chcianych dzianin, by mnie zima z nimi nie zastała, bo z założenia są całkiem letnie:)
d o  z o b a c z e n i a ☺