sobota, 27 grudnia 2014

długoterminowe



...czyli kilka zaległości z cyklu form krótkometrażowych

...czyli bez ceregieli prezentuję:

mitenki:



po raz kolejny powstały nie skarpety ale też kalajoki, tym razem w wersji granatowej


na dwójkach z trochę ponad jednego motka włóczki arwetta classic





polubiłam ten wzór, więc niewykluczone, że jeszcze go powtórzę...


forma kolejna to czapka, która powstał nie bez ceregieli:


miałam na nią pomysł już dawno... w zupełnie innej formie, jednak moje o niej wyobrażenie nie spełniło oczekiwań formalnych...prułam ją chyba trzy razy...


niechęć narastała tym bardziej, im bardziej do mnie dochodziło, że czapka z 140 oczek na dwójkach (ponownie) nie powstaje w tempie kosmicznym

zawzięłam się jednak i skończyłam....i znów mogę się czepiać, bo mogła być bardziej przemyślana
jest jak jest:


uszczupliłam kłębuszki alpaki dropsa, co i tak nie zrewolucjonizowało moich zapasów...
co do zapasów to mam noworoczne postanowienie: uszczuplić je zdecydowanie bardziej...



wracając do czapki: wszystko co powstało w niej bez problemu to pompon: dzięki mojej Szwagierce, która jako miłośniczka pomponów posiadająca urządzenie ułatwiające ich wykonanie owe urządzenie mi wypożyczyła
i pompon jest bez zarzutu!


cała reszta koślawych oczek jest znośna;)

to nie są ostatnie tegoroczne udziergi; po za dzianinami jest też kilka premier do pokazania...reasumując dokonania ostatnich dwunastu miesięcy mam pewien niedosyt....pomijam fakt ilościowy ale jakościowo było tak, że realizowane projekty nie doczekały się publikacji i już raczej się jej nie doczekają...nie bo nie;(

noworocznie życzę – sobie i Wam wszystkim, spełnienia dziewiarskich (i nie tylko) planów☺

poniedziałek, 15 grudnia 2014

ład/ny



na przekór wyzierającemu z każdego konta bałaganowi postanowiłam zrobić coś według zasady
czyli 3/3 razy 3 +1
brzmi enigmatycznie.....efekt tej pozornej mętności tak bardzo mi się spodobał....tak, że postanowiłam go potroić
i oto są: koraliki, których dawno tu nie było
tym razem w wydaniu podwójnych "klasycznych" bransoletek z zawieszkami:

oszroniona, srebrno–złota:










ametysty z odrobiną sweet blush i salamandrą:






i moja ulubiona: słoneczna





z uroczymi zawieszkami



wszystkie są do wzięcia, razem lub osobno:)



z poprzednich dokonań do wzięcia pozostały:
karmelowa: ukośnik z toho 11/0


królewska: ukośnik z toho 11/0:


...i "noname": ukośnik z toho 8/0


dzisiaj zamiast słów zarzuciłam Was zdjęciami...ale zlepki tworzyw różnych w moim wydaniu zdają się być bardziej zchęcające niż zlepki liter....

tymczasem spieszę szykować kolejne prezentacje, bo powoli ogarniam bałagan:)

d o  z o b a c z e n i a ☺





piątek, 5 grudnia 2014

bilans zysków/strat*




mój obecny stan  dziewiarskich poczynań  to bliżej nieokreślony bałagan....
taki oto:


...do tego mizernej jakości:/
...więc po co go pokazywać?
choć nie wszystkie reakcje potencjalnych czytelników do mnie trafiają....a raczej trafia ich znikoma część...to mam nadzieję że się przysłuży...
czemu o tym piszę?
Przez Asję, a dokładnie przez jednego z Jej ostatnich postów pt: Jak pisać bloga?... i nie zwariować?!
...bo ja nigdy nie zastanawiałam się jak?
choć prowadzę go już sporo czasu to dopiero teraz zadałam samej sobie pytanie; po co piszę bloga?
rzeczą jasną jest powód swoistego chwalenia się: wszelkie miłe komentarze sprawiają, że chce się więcej i więcej pokazywać....jak rozpoczynam nowy projekt zawsze z tyłu głowy jesteście Wy z waszymi opiniami i ocenami....
Zaczątkiem powstania tego sieciowego miejsca była pasja do dziergania, która z czasem rozrosła się do pasji włóczką po prostu. Dzianinowe historie od czasu do czasu przerywam  innymi formami mojej kreatywności....i znamienny jest tutaj fakt, że moje statystki twierdzą iż najchętniej wpadacie obejrzeć dzieła mojej najmłodszej pasji jaką są koraliki:)
No tak, ale samo hobby to nie wszystko – tym bardziej, że dziergam zdecydowanie dłużej, niż prowadzę bloga. Na początku tej przygody znowu byłyście Wy z waszymi cudownymi inspiracjami i projektami, dzięki którym nauczyłam się dziergać na nowo....i skoro tak wiele od Was dostałam, postanowiłam się tym zwyczajnie podzielić....bo skoro ja dzięki Waszym blogom tyle się nauczyłam, to może znajdzie się ktoś, kto skorzysta z moich doświadczeń: zarówno z sukcesów jak i z porażek, które wnoszą czasem dużo więcej....
Przepraszam w tym miejscu za bezosobowość słowa Wy, ale ogrom inspirujących mnie Osób zająłby niejednego przydługiego posta....a lista ta wciąż się wydłuża:)

A jak opisuję moje przygody  – w sumie: nie wiem, z przyczyn obiektywnych nie jetem obiektywna:) Czasem piszę więcej czasem mniej – spontanicznie po prostu; chyba bardziej jestem merytoryczna niż literacka...ale tak naprawdę wiedzą to moi czytelnicy....czasem tylko żałuję, że ich nie słyszę; znaczna część opinii zostaje przecież niewiadomą....

Wracając do genezy pokazanego bałaganu....on też, ma swój cel – niezwykle podnoszący na duchu....bo nigdy nie jest tak, że wszystko wychodzi i wszystko wyjść musi...obcowanie z nieustającym perfekcjonizmem mnie osobiście frustruje, wprowadzając mylną opinię, że innym wszystko się udaje! Nawet profesjonaliści popełniają błędy – skoro tak to amatorzy nie muszą się swoich wstydzić.


* niepotrzebne skreślić:)
W bocznym pasku zdań wisi zaległa szarość do pokazania i jak już ją pokaże to zdziwicie się pewnie, że tak banalny udzierg przysporzył mi tyle trudności......aktualnie dziergana czapka była pruta już trzy razy i tworzy się ponad tydzień....a włóczka drops loves you przerosła samą siebie....

na tym kończę te osobiste i filozoficzne dywagacje życząc owocnych przygotowań świątecznych:)

d o   z o b a c z e n i a:)